Medytacja

Medytacja
Medytacja jest głównym narzędziem pracy z umysłem w buddyjskiej praktyce, choć wcale nie jest buddyjskim wynalazkiem. Techniki medytacyjne istniały i były już stare w czasach historycznego Buddy Śiakjamuniego. Praktyki medytacyjne pomagały w osiąganiu kontaktów z inną, metafizyczną rzeczywistością, z duchowymi światami, czy, też w zdobywania cudownych zdolności i mocy parapsychicznych. Medytacja wykorzystywana była prawdopodobnie w całym zamieszkałym przez ludzi świecie, wszędzie tam, gdzie istniała religia, a nawet w miejscach gdzie systemy religijne istniały zaledwie w formie prostych wierzeń. Wszędzie tam, gdzie człowiek potrafił wyciszyć się, pozbyć się, choć na chwilę strachów, pragnień i zwykłych myśli pozostając uważny i skupiony na przedmiocie medytacji, wtedy mógł zauważyć prawdziwą naturę umysłu. Można sobie wyobrazić, że stan medytacji pojawiał się już wtedy, gdy pierwotny myśliwy czatował w ukryciu na zwierzynę. Spokojny poszerzał swą świadomość tak, by obejmowała, jak największy obszar by mógł odbierać zmysłami jak najwięcej sygnałów natury. Stan umysłu, który osiągał pozwalał mu zjednoczyć się z otoczeniem do tego stopnia, że stawał się jego częścią, będąc tym samym niewidzialnym dla zwierzyny. Dobry myśliwy czy wojownik pojawiał się i znikał jak duch.
Być może stany umysłu, które pojawiały się podczas polowania były tymi samymi, jakie osiągamy formalną medytacją. Jeśli tak, to ludzie ich doświadczający odkrywali całkiem nowe, nieznane wcześniej pokłady swych możliwości. Prawdopodobnie odkrywali, że w wywołanych przez siebie stanach stają się jednością z przyrodą, a przyroda nagina się ich woli. Stan medytacji stawał się nauczycielem, a ludzie, którzy potrafili go osiągnąć prawdopodobnie stawali się później szamanami. Być może niektórzy szamani dzięki doświadczeniom z umysłem potrafili sięgać do jego głębin, obserwować właściwości umysłu objawiające się w postaciach bóstw lub przynajmniej branych za takowe. Kto wie, czy to takie wizje nie spowodowały, że świat nagle zapełnił się demonami lub bogami i boginiami. Wracając już do teraźniejszości, zastanówcie się czy sami nie doświadczyliście czegoś, co być może było namiastką prawdziwej medytacji. Może słuchaliście kiedyś muzyki tak długo i tak intensywnie, że zupełnie się w niej zatraciliście. Muzyka (przykładowo Ambient, Trance i nie tylko) jest odbiciem harmonii istniejącej w umyśle i słuchając jej, zwłaszcza z zamkniętymi oczami i przez słuchawki, nie myśląc o niczym tylko słuchając możecie w pewnym momencie sami stać się muzyką, unosić się radośnie pozbawieni ciała i własnego ego, może zobaczycie muzykę w formie kolorów, w końcu w jedności nie istnieje podział na dźwięk i kolor. Budda zastosował jednak medytację świadomie jako narzędzie pracy z umysłem, czyli jedynym miejscem, w którym mógł poszukiwać antidotum na cierpienie. Początkowo powielał jednak błędy innych joginów, którzy uważali, że dla osiągnięcia duchowych celów trzeba pozbyć się ciała lub przynajmniej ignorować jego potrzeby. Budda, jednak doszedł do wniosku, że ciało, które posiada jest jedynym pojazdem dostępnym na drodze poszukiwań, należy, więc o niego dbać nie przesadzając, ani w jedną, ani w drugą stronę. Medytacja Buddy oparta jest na zasadzie równowagi – człowiek siadając do medytacji nie powinien być głodny, ale również nie może być zbyt najedzony, nie można zbytnio napinać się w medytacji, ani zbytnio rozluźniać. Człowiek nie powinien zasiadać do medytacji zbytnio obciążony zmartwieniami dnia codziennego, myślami o karierze, pieniądzach… Nie można być też zbytnio rozluźnionym myślami błądząc gdzieś w pobliżu damskich lub męskich uroków. Oczywiście medytacja po kilku piwach, na ziołach lub innych rozweselaczach również nie jest dobrym pomysłem. Generalnie dobrze jest przestrzegać wskazań. Człowiek nie powinien mieć zbyt wiele do stracenia pod względem materialnym, mówiąc potocznie, ale nie powinien również na siłę pozbywać się wszystkiego. Nie trzeba zostawać biedakiem, by medytować, wystarczy, jeśli potrafimy na czas medytacji nie myśleć o swoim majątku. Najlepiej, jeśli do medytacji zasiądzie się z czystym sumieniem, a w tym pomoże nam przestrzeganie wskazań i etyczne postępowanie. Generalnie medytacja powinna odbywać się bez wysiłku zarówno fizycznego, jak i umysłowego i dlatego spora część nauk Buddy mówi o tym jak żyć by być gotowym do medytacji, by codzienność stała się medytacją.Czym jest medytacja? Trudno to opisać. Nie jest samą koncentracją, tylko skupieniem się na obiekcie ani samym rozluźnieniem, nie jest wizualizacją, siedzeniem w określonej i w domyśle trudnej pozycji lotosu, nie jest też recytacją mantr, ani bezmyślnym gapieniem się w ścianę. Czym wobec tego jest? Stanem umysłu, który jest uważny i przejrzysty, który obserwuje wszystko nie oceniając i nie zatrzymując niczego. Który do niczego nie lgnie będąc jednocześnie skupionym na wszystkim. Jest stanem jedności ze światem tu i teraz, jest stanem bez ego.  Mówi się, że medytacja jest stanem Buddy, jest samą naturą Buddy. Do tego stanu prowadzą pewne techniki takie, jak wymieniane wyżej skupienie na i obserwacja neutralnego obiektu, którym może być oddech. Podczas skupienia umysł przestaje biegać od jednego wrażenia do drugiego, wyciszają się fale myśli, aż pozostaje tylko obiekt skupienia – jeden punkt w umyśle, którego ostatecznie też trzeba się pozbyć.
 Umysł rozpoczynającego medytacje można porównać do szklanki napełnionej mulistą wodą ze stawu. Gdy przestaniemy ruszać szklanką, muł po pewnym czasie opadnie... Inne metody zalecają pozostawanie po prostu przytomnym obserwatorem tu i teraz bez skupiania się na czymkolwiek. Po prostu siedzenie i obserwowanie umysłu. Inne, zwłaszcza te z tradycji tybetańskiej nauczają metod pracy z umysłem polegających na wizualizacjach, energii, kolorów, symbolicznych bóstw i identyfikacji z tymi wizjami.Medytacją może stać się wszystko, każda najzwyklejsza nawet, jak chodzenie, czynność, która uspokoi umysł i sprawi, że pozostaniemy przytomni tu i teraz. Ideałem nawet byłoby, gdyby życie codzienne w całości stało się medytacją.Do medytacji możemy również zaliczyć niektóre praktyki czynione w religiach niezwiązanych z buddyzmem. Niech to będzie na przykład chrześcijańskie odmawianie różańca wyśmiewane przez wielu niewierzących. Ci prześmiewcy nie rozumieją, że wierzący podczas klepania w kółko zdrowasiek medytują w pewnym sensie, oczyszczają swój umysł z wszelkich myśli i skupiają się na modlitwie. Takie działanie sprawia, że nie myślą w tym czasie o niczym złym, jeśli już w ogóle myślą to raczej są to dobre, pozytywne życzenia. Czas spędzony na modlitwie jest czasem odkupienia za grzechy wedle wiary chrześcijan. Tak też jest faktycznie - podczas modlitw człowiek nie stwarza złej karmy (przyczyn), a ta, która powstaje jest pozytywna i równoważy wcześniejsze złe uczynki. Każda myśl i działanie z dobrych intencji powoduje stworzenie dobrych przyczyn, natomiast działanie bez intencji, z czystym umysłem nieskażonym opiniami i poglądami staje się krokiem w kierunku oświecenia.W opisanych powyżej (i innych podobnych) sytuacjach pojawia się stan medytacji lub coś bardzo zbliżonego. Każda chwila w tym stanie jest cenna, rozwija naszą wrażliwość i inne pozytywne duchowe przymioty, jednakże, by stały się one drogą do oświecenia muszą zostać użyte świadomie i celowo.Ci, którzy dążą do takiego celu nie muszą jednak zdawać się na przypadkowe metody, istnieją, bowiem sprawdzone techniki, których jedynym celem jest właśnie ukazanie i doświadczenie natury umysłu. Taką podstawową techniką zastosowaną i polecaną przez samego Buddę jest medytacja wglądu przeprowadzana w pozycji siedzącej. Nieco dalej opiszę samą technikę oraz pozycje teraz chciałbym natomiast wyjaśnić nieco cel siedzenia w formalnej medytacji.Jak już pisałem umysł jest ciągle zajęty oglądaniem i przetwarzaniem tego, co sam produkuje, czyli świata zewnętrznego oraz myśli i wyobrażeń. Ciągle podąża za tymi wizjami, identyfikuje się z nimi przez cały okres zamanifestowanego życia nic dziwnego, więc, że nie jest w stanie zauważyć sam siebie. Można go jednak tego nauczyć. Jeśli wytłumimy zewnętrzne wrażenia na przykład poprzez skupienie na neutralnym obiekcie takim jak oddech, gdy odetnie się strumień myśli wtedy pozostaje sam, czysty umysł. Rozpoznanie jego natury jest właśnie celem medytacji. Dzięki temu praktykujący uzyskuje bezpośrednie doświadczenie tego jak rzeczy naprawdę funkcjonują. Zrozumienie na nim oparte ma całkiem inną jakość niż to oparte na lekturach, teoriach i opiniach. Medytujący zyskuje pewność, jak ten niewierny Tomasz z chrześcijańskiej Ewangelii. Do tego dochodzi spokój wynikający z posiadania własnej wiedzy będącej poza wszelkimi wątpliwościami. Jedynym i oczywistym warunkiem jest to, że trzeba spróbować samemu, nikt inny, bowiem nie jest w stanie przekazać werbalnie tego, co można odkryć we wnętrzu samego siebie. Cała filozofia buddyjska, wszystkie nauki Buddy zakładają osobiste sprawdzenie i doświadczenie wszelkiej wiedzy przekazywanej przez innych. W żadnym przypadku nie chodzi tu o ślepą wiarę nawet w nauki Buddy.„Nie wierzcie w jakiekolwiek przekazy tylko, dlatego, ze przez długi czas obowiązywały w wielu krajach. Nie wierzcie w coś tylko, dlatego, ze wielu ludzi od dawna to powtarza. Nie akceptujcie niczego tylko z tego powodu, ze ktoś inny to powiedział, ze popiera to swym autorytetem jakiś mędrzec albo kapłan, lub ze jest to napisane w jakimś świętym piśmie. Nie wierzcie w coś tylko, dlatego, ze brzmi prawdopodobnie. Nie wierzcie w wizje lub wyobrażenia, które uważacie za zesłane przez Boga. Miejcie zaufanie do tego, co uznaliście za prawdziwe po długim sprawdzaniu, do tego, co przynosi powodzenie wam i innym” [Budda]

Ja również nie pragnę nikogo pouczać i nauczać, co chyba nie za bardzo mi się udaje, piszę po prostu o tym, co uważam za słuszne pokładając ufność w mądrości potencjalnych czytelników. Niestety muszę uogólniać, bo inaczej w życiu nie skończyłbym tej książki. Mam tylko nadzieję, że zainspiruję kogoś do sprawdzania nauk tu opisanych, do przeprowadzania własnych przemyśleń i wyciągania wniosków, które zresztą nie koniecznie muszą się zgadzać z moimi. Niech słowa zawarte w tej książce będą tylko wskazówką niczym palec wycelowany w księżyc. Problem w tym by nie pomylić jednego z drugim.Do namacalnego kontaktu z księżycem (umysłem) służy technika zaproponowana przez Buddę. Jest nią Medytacja Wglądu. Oczywiście istnieją też inne techniki medytacji stworzone i rozwijane przez linie oświeconych nauczycieli na przykład wykorzystujące wizualizacje świateł czy też form Buddów, zazwyczaj stosowanych w buddyzmie tradycji tybetańskiej i najczęściej wymagających konkretnych wskazówek przekazanych przez zrealizowanego nauczyciela. Medytacja wglądu natomiast może być, do osiągnięcia pewnego poziomu, praktykowana samodzielnie, jeśli tylko mamy świadomość podstawowych tendencji naszego umysłu i uważność potrzebną do samokontroli.Spróbować zresztą zawsze można samemu dopiero w chwili, gdy uzyskamy już pewne doświadczenia warto je będzie skonfrontować z doświadczeniami innych i skorzystać z porad mistrza.Medytacja wglądu pokaże nam to, czego być może niejasno się domyślamy lub przeczuwamy dzięki obserwacjom zjawisk i przemyśleniom, pokaże nam sam umysł. Wgląd dzięki temu rozwinięty rozwieje błędne poglądy powstałe na bazie lektur, informacji medialnych lub rozmów z innymi ludźmi. „Ten świat zna trzy błędne punkty widzenia. Jeśli trzymać się ich uporczywie, to nie pozostaje nic innego, jak wszystko zanegować. Pierwszy punkt widzenia polega na przekonaniu, ze ludzkim losem kieruje przeznaczenie. Zwolennicy drugiego utrzymują, ze wszystko jest stworzone przez Boga i kierowane jego wola. Ci, którzy przyjmują trzeci, głoszą, ze wszystko zdarza się przypadkowo, nie mając żadnych przyczyn ani uwarunkowań. Jeśli o wszystkim decyduje przeznaczenie, to dobre i złe czyny, wszelkie szczęście i cierpienie są już z góry ustalone. Zatem wszelkie ludzkie plany i wysiłki, które maja na celu poprawę i postęp, byłyby daremne, a dla ludzkości nie byłoby nadziei. To samo dotyczy obu pozostałych stanowisk. Jeśli w ostatecznym rozrachunku wszystko spoczywa w rękach niepoznawalnego Boga, bądź jest dziełem ślepego przypadku, to cóż innego pozostaje ludziom jak nie podporządkowanie się Bogu i przypadkom? Trudno się dziwić, ze ludzie, którzy hołdują takim poglądom, tracą nadzieje i nie starają się działać mądrze i unikać zła. Wszystkie trzy koncepcje są błędne, ponieważ wszystko jest następstwem zjawisk, których źródło stanowi nagromadzenie przyczyn i warunków.”[Budda]
 Istnieją też zagrożenia wynikające z niezrozumienia nauk buddyjskich. Takie błędne poglądy wynikające na przykład z niezrozumienia istoty pustki, której pojęcie przewija się dość często przez karty tej książki, może doprowadzić do nihilizmu. Relatywizm istnienia wynikający z buddyjskich nauk może spowodować zatracenie umiejętności rozróżniania dobra i zła. Choć teksty buddyjskie często twierdzą, że dobro i zło nie istnieje to jednak błędny pogląd zbudowany na ich podstawie może doprowadzić zwłaszcza u początkujących adeptów do wielu bardzo niebezpiecznych postaw. Aby uniknąć takich zjawisk trzeba medytować, a sama medytacja musi być wsparta wcześniej rozwiniętą moralnością i współczuciem. Na pewno w początkowym okresie będzie to wymagało zwiększonej kontroli nad naszym zachowaniem. Być może też współczucie będzie musiało być wzbudzane i rozwijane za pomocą odpowiednich praktyk, bo choć teoretycznie w każdym z nas tli się jakaś iskra tego uczucia to tak naprawdę zapala się ona zazwyczaj w jaskrawych, wyselekcjonowanych przez nasz umysł przypadkach. Nie potrafimy na przykład współczuć swoim wrogom ich cierpienie wzbudza raczej naszą radość niż współczucie. Oczywiście winowajcom jest nasze ego, które nie pozwala nam jasno zauważyć, że osoba, którą uważamy za wroga jest takim samym człowiekiem jak my. Postawienie się w jego sytuacji i zrozumienie własnych uwarunkowań może zmienić nasze postrzeganie i nastawienie do niemiłej osoby. To jest nasze zwycięstwo nawet w przypadku, gdy ta osoba nie doceni naszych wysiłków. Może się jednak zdarzyć, że zmiana naszego nastawienia i co za tym idzie postępowania wpłynie na drugą osobę w sposób pozytywny i zmieni ją w naszego przyjaciela. Nie jest to idealizm, takie przypadki się zdarzają, a że niezbyt często to inna sprawa, która świadczy tylko o naszym zacięciu w pielęgnowaniu negatywnych uczuć.Współczucie nie jest też okazywaniem słabości, jak niektórzy mogliby sądzić, zwłaszcza faceci w stylu „macho”, twardziele, częstokroć zżerani od wewnątrz przez nerwicę.Postępowanie wbrew własnej naturze, wbrew poglądom i zakorzenionym nawykom, odzieranie stereotypów z ich złudnej powłoki prawdopodobnej jest przykładem największej odwagi, jest walką z „otwartą przyłbicą”, która kiedyś, przez szlachetnie urodzonych rycerzy uważana była za najbardziej honorową.Wojownicy nie obawiają się obnażać swojego jestestwa, nie boją się oceny innych, są wrażliwi i zawsze skorzy do pomocy, gdy zajdzie taka potrzeba.To jest moc płynąca z czystego umysłu, który nie zna uczucia strachu.Rozbudzanie i rozwijanie pozytywnych cech powinno być kontynuowane aż do momentu, w którym naprawdę doświadczymy natury umysłu. Wtedy nie będzie już potrzebne wyciąganie na siłę współczucia, dobroci czy miłości, bowiem te cechy są nieodłączną częścią oświeconego umysłu. Aby go jednak doświadczyć niezbędna jest medytacja, najpierw skupiająca i uspokajająca umysł a potem refleksja, która przychodzi, gdy medytujący czuje się już pewnie w swej praktyce. Zaczyna się wtedy obserwacja i zaznajamianie z medytującym umysłem. Jest to bardzo osobista kontemplacja, która może być jedynie zasugerowana przez jakąś technikę. Jeśli medytacja prowadzona jest pod okiem nauczyciela, to ten, o ile jest prawdziwym mistrzem będzie potrafił ocenić czy nasze doświadczenia są tym, czym powinny być, wskaże błędne stany umysłu, które mogłyby sprowadzić nas na drogę donikąd. 

Wskazówki do medytacji.Pole tekstowe: Pełny lotos: Układamy prawą   
 Stopę na lewym udzie, a lewą
na prawym
 


Wciąż jestem rozproszony, albo senny, bolą mnie nogi. Po prostu straszne!” „To przejdzie” - powiedział nauczyciel Po tygodniu uczeń znów przyszedł. „Moja medytacja jest teraz fantastyczna! Jestem skupiony, wyciszony, odżyłem! Jest wspaniale!” „To przejdzie” - powiedział nauczyciel Utrzymywanie uwagi. Czas i miejsce. Tradycyjna medytacja odbywa się w pozycji siedzącej.Wybierzmy czas i miejsce, w którym poczujemy się spokojnie i swobodnie. Nie narzucajmy sobie jednak konkretnych godzin, w których MUSIMY medytować i basta. Nie zakładajmy ram czasowych medytacji, bo inaczej podświadomie będziemy liczyli upływ czasu zamiast skupić się na sednie medytacji. Medytacja ma być czynnością naturalną, po prostu siadamy i robimy to. Ważne byśmy nie byli niepokojeni przez osoby postronne, by nie przeszkadzały hałasy lub inne dźwięki na przykład z radia, telewizora, które odciągają uwagę od medytacji. Jeśli jest to pomieszczenie, to dobrze by było jasne i niezagracone nadmierną ilością sprzętów, które jedynie zabierają przestrzeń i przytłaczają. Równie ważny jest czas. Na początku niezbyt dobrze jest medytować ze świadomością czekających obowiązków domowych czy też zawodowych. Lepiej jest zarezerwować sobie okres - powiedzmy wczesnym rankiem lub wieczorem po pracy - gdy rzeczywiście możemy poświęcić pełną uwagę praktyce, ale oczywiście nic na siłę. Jeśli chodzi o jedzenie to na przykład tradycyjny tekst o zazen (medytacja w stylu zen) „Fukanzazengi” zaleca by nie jeść zbyt dużo i zbyt mało. Pełny żołądek rozleniwia, zatem po sutym posiłku powinno się raczej uciąć drzemkę niż zasiadać do medytacji. W drugim przypadku należy pamiętać, że mózg potrzebuje ogromnych ilości energii by poprawnie funkcjonować tak, więc niedożywienie powoduje, iż stajemy się otępiali, ciało i umysł tracą swą moc i duchową energię. W rzeczy samej problem leży raczej w jakości pożywienia można, bowiem jeść mało, a jednak dostarczać wszelkich niezbędnych organizmowi składników to tylko kwestia świadomego doboru odpowiedniego menu. Umiar ponadto jest zalecany we wszystkim, nie na darmo przecież nauki Buddy zwane są drogą środka. Każdy musi sam znaleźć odpowiedni punkt równowagi we wszystkich czynnościach, czy to będzie sen, seks, ćwiczenia fizyczne lub odpoczynek. Tak zresztą działa cały ożywiony świat i jeśli chcemy być z nim w zgodzie to musimy najpierw zharmonizować własne ciało i umysł.Pierwsze medytacje nie muszą być długie, wystarczy piętnaście minut ważne jedynie by odbywały się regularnie. Medytacja powinna być szczera, przeprowadzana w granicach czasu bez popadania w rutynę. To znaczy do każdej musimy podchodzić jakby była tą pierwszą z umysłem nieskażonym nawykami wyrobionymi w czasie wcześniejszych medytacji. Jeśli w czasie poprzednich medytacji wydało nam się, że coś osiągnęliśmy to podczas następnych musimy o tym zapomnieć, nie dążyć do zapamiętanego stanu, który wcale nie musi być czymś szczególnym lub prawidłowym. Chodzi tu, bowiem o badanie i odkrywanie, a nie ćwiczenie, którego powtarzanie rozwinie w nas oświecenie. Oświecający wgląd nie jest mięśniem, którego można wytrenować... Tylko taka praktyka przyniesie spokój, będzie rozwijać się prawidłowo i naturalnie.Do rozwijania spokoju potrzebna jest postawa stabilna i rozluźniona, ale nie na tyle by powodować senność czy marzenia na jawie. Stabilność wymaga pewnego wysiłku, dzięki któremu jesteśmy uważni natomiast pewien stopień rozluźnienia i wygody zapewnia poczucie spokoju. Taka jest właśnie postawa siedząca. Możemy usiąść na krześle (jak Budda Przyszłości – Majtreja), najlepiej bez oparcia, ważne by plecy utrzymywane były prosto bez nadmiernego napięcia.Możemy też spróbować tradycyjnych pozycji lotosu jak na rysunkach poniżej.

  



Rysunek po lewej. Pełny lotos: Układamy prawą stopę na lewym udzie, a lewą na prawym. 
Rysunek po prawej. Pół lotos : Prawa stopa na  lewym udzie a druga na podłodze podsunięta blisko krocza. Pozycje te na początku wyglądają i są niezbyt niewygodne, ale z czasem dostarczą unikalnej równowagi rozluźnienia i stanowczości, która zadowala umysł, nie męcząc ciała. 1.Siedzimy z wyprostowanym kręgosłupem, wszystkie mięśnie poza utrzymującymi nas w pionie powinny być rozluźnione.
2.Dół pleców powinien być lekko wypchnięty do przodu tak samo klatka piersiowa. Podbródek może być lekko pochylony, ale nie na tyle by głowa opadała powodując senność.
3.Ręce układamy na łonie kilka centymetrów poniżej pępka dłońmi otwartymi do góry, jedna na drugiej ze stykającymi się kciukami.
4.Oczy powinny być półprzymknięte a wzrok nieskupiony na żadnym punkcie.
5.Musimy poświęcić chwilę by uzyskać właściwą równowagę.
6.Dobrze jest zrobić na początku kilka głębokich wdechów – wdech nosem wydech powoli przez usta zwinięte w trąbkę, to uspokaja wstępnie umysł. Później niech oddech płynie naturalnie.


Ułożenie rąk.
  Bolące nogi
Trudno, trzeba to przetrwać. Uczeń przyszedł do swojego nauczyciela ze skargą: „Moja medytacja jest okropna! (Opowiastka Zen krążąca w Internecie. Autor nieznany) „Trening czyni mistrza” nogi będą początkowo boleć, trudno. Można popróbować innych, wygodniejszych pozycji lub zignorować ból i bardziej, uczciwie skupić się na oddechu. Gdy umysł przestaje jakąś cząstką łapać się bolących nóg i naprawdę uczciwie postrzega oddech to po pewnym czasie w ogóle przestaje się odczuwać ciało. Po jakim czasie? Tego nie wiem, nigdy nie mierzyłem czasu. Nogi bolą dopiero po medytacji :)   Oddech
Pisząc o naturalnym oddechu mam na myśli oddychanie przeponowe, czyli takie płynące z dolnej części brzucha, którego zazwyczaj też trzeba się nauczyć. By taki oddech stał się naturalny niestety trzeba go wcześniej poćwiczyć. Możemy to zrobić w prosty sposób – kładziemy dłoń na dolnej części brzucha a następnie staramy się w taki sposób oddychać by czuć jego uniesienia i opadanie w rytm wdechu i wydechu. Jednocześnie musimy kontrolować mięśnie klatki piersiowej by pozostały nieporuszone.Oddech musi być w miarę głęboki i niezbyt szybki, wydech wolniejszy od wdechu tak by usunął z płuc możliwie jak najwięcej zużytego powietrza.Teraz musi nastąpić krótka przerwa jako wyraz wewnętrznego odprężenia i uspokojenia.Sposób oddychania jest naprawdę bardzo ważny i to nie tylko w buddyjskiej praktyce medytacji. Medycyna utożsamia oddech z życiem i nic dziwnego skoro jest podstawą prawidłowego funkcjonowania organizmu. Oddech nie tylko dostarcza niezbędny do życia tlen, ale w dodatku ma ogromne znaczenie w poniższych procesach: · Obrony organizmu przed infekcjami
· Krążenia krwi
· Gospodarki kwasowo – zasadowej
· Wydalania substancji trujących
· Gospodarki cieplnej organizmu
 Rytm i szybkość oddychania zmieniają się pod wpływem emocji. Inaczej oddycha człowiek przestraszony czy zdenerwowany inaczej odprężony i zamyślony. Na podstawie sposobu oddychania możemy z jednej strony wnioskować o stanie psychiki, a z drugiej przez świadome sterowanie oddechem możemy wpływać na stan ducha i funkcjonowanie organizmu.W Tybecie odpowiednie opanowanie technik oddechowych pozwalało mnichom medytować na śniegu czy biegać godzinami po skądinąd wysokich górach i nie było to przejawem jakiś cudownych sił a jedynie wiedzą i dyscypliną nabytą w procesie poznawania samych siebie.Powróćmy jednak do medytacji, skupmy swoją uwagę i zacznijmy przesuwać ją wzdłuż ciała badając po drodze wszelkie doznania. Jeśli odczuwamy gdzieś napięcie to zauważmy go i spróbujmy rozluźnić, czujemy gdzieś mrowienie, może nagle coś zaczęło swędzieć lub gdzieś czujemy uwieranie?. Wszystko to musimy zauważyć.Odczuwajmy ciepło, pulsowanie krwi w takt bicia serca, dotyk a nawet ciężar ciała. Jeśli pojawią się jakieś myśli, wątpliwości czy marzenia nie podążajmy za nimi, niech przepłyną niczym obłoczki na niebie, których nie da się złapać.Zamiast tego skupmy się bardziej na ciele, badajmy cały czas odczucia, a nawet brak takowych, to, bowiem też można zauważyć. Takie stale utrzymywane badanie jest nazywane uważnością (sati) i jest jednym z podstawowych narzędzi medytacji wglądu. Świadomość oddechu. Zamiast na ciele możemy skupić swą uwagę na oddechu. Możemy odczuwać strumień powietrza przepływający przez nozdrza i dalej do przepony. Można skupić się tylko na jednym punkcie lub odczuwać całość oddechu. Nie chodzi tu jednak o uświadamianie sobie, że „ja oddycham” raczej o nastawienie w stylu „istnieje oddech”. Jeśli skupiamy się na przeponie to właśnie tam należy umieścić swoją świadomość. Trudno to wytłumaczyć, bo przecież nasze zwykłe doświadczenie mówi, że świadomość jest w głowie, a jednak jest to możliwe. Przypomnijcie sobie jakiś dobry, wciągający film obejrzany w kinie, gdzie była wtedy wasza świadomość? Czy nie wciągnęła jej akcja rozgrywająca się na ekranie, może wcieliła się w jednego z bohaterów. Nie jest to może najlepszy przykład, ale trudno mi to inaczej wytłumaczyć.Należy być świadomym swego oddechu i obserwować go z takim zaangażowaniem jakby był laboratoryjną myszą w trakcie ciekawego doświadczenia, które ma ją lada chwila zmienić w smoka, a my nie chcemy przegapić tego momentu.Jeszcze o samym oddechu - ma on właściwości uspokajające i rozluźniające, dlatego ważne jest zachowanie czujności, kontrolowanie i prostowanie swej postawy. Umysł początkowo zapewne będzie błądził, musimy, więc to zauważyć i znowu skupić się na oddechu. Nie jest to łatwe w początkowym okresie praktyki mamy, bowiem tendencje do łatwego rozpraszania swej uwagi lepiej, więc podzielić praktykę na kilka krótkich sesji. W przerwach można zrobić kilka głębokich wdechów i skupić swą uwagę na ciele. Jeśli już naprawdę nie możemy się skupić to lepiej wstać i wykonać kilka ćwiczeń fizycznych niż zmuszać się do dalszej praktyki.W całym procesie postrzegania oddechu ważne jest by nie popadać w trans, umysł musi być na tyle czujny by zauważyć takie zjawisko, należy niejako obserwować oddech i jednocześnie własną obserwacje – trudno to opisać i chyba każdy musi do tego dojść sam. Nie należy tez walczyć z pojawiającymi się myślami, wystarczy je zauważyć a po pewnym czasie znikną same jak przekłute bańki mydlane. Wszystko, co pojawi się w umyśle musi być zauważone i puszczone w tej samej chwili.Po pewnym czasie praktyki to puszczanie myśli będzie odbywało się bez żadnego wysiłku. Jeszcze później pojawiające się myśli nie będą w ogóle nam przeszkadzać, będziemy odczuwać ich delikatny ruch, ale ich sens nie będzie docierał do świadomości. Na dalszym etapie pozostanie sama świadomość oddechu, a jeszcze dalej i to zaniknie pozostanie tylko oddech, cały wszechświat będzie oddechem, który wpada w pustkę. Odczucie tej pustki, tej przestrzeni może początkowo nie być zbyt przyjemne, (jeśli traktować takie zjawiska w kategoriach przyjemne-nie przyjemne) To jakby odczucie swobodnego spadania, jakby wszystkie atomy ciała, (którego w tym momencie i tak się nie czuje tylko świadomość pamięta, że ono jest) rozprysły się na wszystkie strony. Należy zignorować takie odczucia nie przestraszyć się i nie upajać się tym lub podobnym odczuciem. Po pewnym czasie, a może w tej samej chwili (trudno powiedzieć) pojawi się ulga granicząca niemal z radością, wynika ona z chwilowego uwolnienia się od naszego „ja”. Mogą pojawić się też przebłyski zrozumienia natury rzeczywistości, które również wyzwalają radość. Trudno to wszystko jednak opisać. W trakcie wszystko jest jasne - po medytacji trudno znaleźć słowa opisujące to, co się zrozumiało.Teoretycznie należałoby ciągle pogłębiać owo zrozumienie poprzez kolejne stopnie wglądu aż do oświecenia to jednak wykracza poza moje doświadczenie i poza zakres tematyczny tej skromnej publikacji.Cały ten proces jest bardzo długotrwały, nie wiadomo nawet czy uda się dotrzeć do końca w ciągu jednego życia, bowiem po drodze czyha na nas wiele pułapek i przeszkód. W czasie medytacji może pojawić się Rozproszenie, które sprawia, że umysł nie potrafi się skoncentrować tylko skacze od jednej myśli do drugiej. Aby temu zapobiec musimy wybrać odpowiednie czas i miejsce tak jak to opisałem wcześniej. Powinniśmy tez przed sesją unikać zbyt dużej aktywności fizycznej i umysłowej.Drugą przeszkodą jest ospałość lub senność, która napływa niczym mgła zaciemniając umysł. Musimy ją zauważyć i wzmocnić koncentrację na oddechu czy ciele. Można też zrobić sobie przerwę jednak bez poddawania się rozmyślaniom o sprawach codziennego życia.Trzecią przeszkodą jest rozprężenie. Jest to zjawisko dość podstępne, bo wydaje nam się, że umysł jest spokojny, ale zarazem bierny. Może to być nawet przyjemne rozluźnienie, ale jeśli pomyli się go z właściwą medytacją to będzie jedynie stratą czasu. Praktyka medytacji powinna być wykonywana codziennie aż umysł stanie się stabilny, spokojny i nie będzie targany zbędnymi myślami. Wtedy to możemy przenieść praktykę na inne aspekty życia i utrzymywać czysty stan umysłu przez cały dzień, a nawet podczas snu.Prócz takich oczywistych przeszkód mogą się pojawić bardziej subtelne pułapki takie jak poczucie dumy i samozadowolenie z dobrze przeprowadzonej praktyki.Możemy błędnie myśleć, że jesteśmy naprawdę dobrzy w medytacji. To błąd, kto jest dobry? Nasze Ego myśli sobie, że jest „dobre”, może nawet „bardzo dobre”.Generalnie wszystko, co ma kontekst „Ja” jest pułapką. Należy mieć tego świadomość i dzięki uważności rozpoznawać takie zjawiska czy też myśli. Istnieje jeszcze wiele innych technik medytacyjnych, których nie będę opisywał, a jedynie zasygnalizuję ich istnienie. Generalnie każda czynność może być zmieniona w medytację zależy to tylko od naszych intencji lub właściwie ich braku. Jeśli czynimy coś dla samego działania z pustym umysłem nieskażonym myśleniem o celu wykonywanych czynności to może to przemienić się w medytację. Buddyści różnych szkół praktykują kilka rodzajów czynności medytacyjnych. Na przykład śpiew, chodzenie, pokłony, powtarzanie mantry. Wszystko to, gdy wykonywane jest w skupieniu i bez poczucia „Ja” staje się medytacją w czasie, której praktykujący doświadcza samego umysłu.Jest jeszcze jedna medytacja, którą warto stosować w czasie urlopu czy wycieczek na łono przyrody. Na pewno pozwoli nam ona pełniej przeżywać to, co dzieje się wokół nas dodatkowo rozciągając naszą praktykę na takie fragmenty życia.Jest to Medytacja Czystego Umysłu, którą możemy potraktować jako rozwinięcie Medytacji Wglądu.Wymaga tylko porzucenia rozmyślania o tym, co w pracy i domu, odwrócenia uwagi z własnych myśli w zamian doświadczając świadomie tego, co dzieje się na zewnątrz. Bycia świadomym tego, co dzieje się w danym momencie bez oceniania i nadawania znaczeń. Jest to umysł z chwili na chwilę. „Słyszy on szum drzew, śpiew ptaków, bicie własnego serca, zwłaszcza podczas wędrówki w górach, przelatujący samolot czy dzieci bawiące się gdzieś w pobliżu” (cytat często publikowany na stronach o Zen).
Taka medytacja pozwala w pełni i świadomie przeżywać każdą chwilę. To kontakt z czystą rzeczywistością, która ostatecznie też jest umysłem. To życie, które przepływa przez nas, a nie gdzieś bokiem, podczas gdy my oddajemy się rozmyślaniom o przyszłości czy przeszłości.Na koniec wspomnę jeszcze o leczniczych aspektach medytacji.Współczesna medycyna zaczyna zauważać, że człowiek to nie tylko mechanizm, który trzeba naprawiać, gdy się zepsuje, to też umysł, który ma niebagatelny wpływ na działanie tegoż mechanizmu. Coraz częściej światlejsi lekarze zalecają różne techniki relaksacji jako terapię pomocnicza w schorzeniach wywołanych stresem.Poglądy buddyjskie idą jeszcze dalej, według nich każda choroba ma przyczynę w umyśle i to właśnie umysł w pierwszej kolejności należy leczyć. Ma to sens i nawet w naszej kulturze zdarzają się przypadki wyleczenia dzięki sile umysłu i głębokiej wierze. Niestety większość z nas nie ma na tyle silnego wglądu bądź wiary by całkowicie zdać się na metody samo uzdrawiania. Niemniej jednak techniki medytacyjne mogą być bardzo pomocne zwłaszcza w niwelowaniu skutków stresu.Relaksacja z zastosowaniem medytacji przynosi następujące efekty. ·Uspokaja oddech;
·Obniża ciśnienie krwi;
·Zmniejsza napięcie mięśni;
·Sprzyja usunięciu z organizmu kwasu mlekowego;
·Redukuje lęk;
·Eliminuje nieprzyjemne myśli;
·Pomaga skoncentrować uwagę;
·Osłabia irytację;
·Zmniejsza ból głowy wywołany napięciem.
 Najczęściej stosowana lecznicza medytacja polega na wizualizacji uzdrawiającego światła.Wyobraźmy sobie, że na wysokości głowy w odległości pół metra przed nami świeci jasne, czysto białe światło- źródło wielkiej duchowej mocy. Każdym wdechem wciągamy jego promienie do wnętrza ciała. Światło stopniowo rozprzestrzenia się na cały organizm, przenika wszystkie narządy a nawet skórę. Dociera do każdej komórki, oczyszcza ją z toksyn i naprawia. Można też skierować światło w konkretne chore miejsce, niech cała energia skupi się w tym miejscu. Następnie wyobraźmy sobie i poczujmy jak z chorego miejsca znika ból, i powraca ono do swego pierwotnego zdrowego stanu. Utrzymujmy tą wizję tak długo, jak długo będzie przyjemna.Samo oczyszczające działanie światła to nie wszystko, toksyny i resztki chorych komórek muszą zostać usunięte z wydechem. To też musimy sobie wyobrazić. Światło, które unosi z sobą cały bród staje się ciemniejsze, przytłumione. Ulatuje wraz z oddechem i rozpuszcza się w przestrzeni. Więcej takich i innych, bardziej konkretnych medytacji można znaleźć w literaturze na przykład w książce „Uzdrawiająca Moc Umysłu” autorstwa Tybetańskiego Lamy Tulku Thondup. Jeśli zaś chodzi o medytacje w buddyjskiej praktyce oświecenia to polecam znaleźć dobrego nauczyciela. Na końcu książki podaję adresy wspólnot buddyjskich (różnych tradycji) z całego kraju gdzie można udać się po poradę lub na kursy czy odosobnienia medytacyjne. Podsumowując:, Jeśli weźmiemy szklankę wody ze stawu i będziemy w niej mieszać łyżeczką to woda będzie mętna, gdy natomiast zostawimy szklankę w spokoju to po pewnym czasie osad opadnie a woda zrobi się krystalicznie czysta. Tak właśnie działa medytacja.



Komentarze

Popularne posty