Na przełęcz Stelvio


O Stelvio usłyszałem po raz pierwszy w programie motoryzacyjnym „Top Gear”. Prowadzący go J. Clarkson określił drogę prowadzącą na przełęcz, jako "najlepszą do jazdy samochodem". Lubię jeździć autem, a droga w telewizji wyglądał naprawdę imponująco. Te wspaniałe serpentyny, wysokość i widoki oświetlone włoskim słońcem. Postanowiłem się nią przejechać, a przy okazji zobaczyć jeszcze jedną słynną trasę alpejską, drogę pod szczytem Grossglockner w Austrii.
Na termin wyjazdu wybrałem maj w nadziei na załapanie trochę słońca po długiej, polskiej zimie. Zarezerwowałem kilka noclegów, w tym jeden na samej przełęczy, ale w ostatniej chwili postanowiłem zajrzeć na przełęcz za pomocą kamer internetowych i ku mojemu zdziwieniu zorientowałem się, że… nie dojadę. Na początku maja droga na Stelvio zasypana jest śniegiem, podobnie, jak trasa pod Grossglocknerem. Zrobiłem szybkie rozeznanie i faktycznie, okazało się, że trzeba czekać na odpowiednie warunki pogodowe umożliwiające służbom drogowym odśnieżenie tras. Już przypuszczałem, że będę musiał zmienić plany i pojechać do Włoch jakimiś nudnymi autostradami, ale na dwa dni przed terminem wyjazdu obydwie trasy zostały otwarte. Informacje o trasie Grossglockner znajdziecie na stronie www.grossglockner.at. Info o Przełęczy Stelvio oraz kamery: www.stelvio.net. Obraz z kamer znajduje się też na stronie: www.bergfex.pl/stilfser-joch-ortler/webcams


Niestety nie robiłem w zasadzie zdjęć, ale mam film z wycieczki nakręcony starą kamerką GoPro. Kamera ma jakąś skazę na matrycy, jednak nie przeszkadza to za bardzo:



Trasa alpejska Hochalpenstrasse – Grossglocknerstrasse jest płatna na bramkach 36 EUR, po godzinie 18.00 jest nieco taniej, niestety nie pamiętam ceny. Fakt, jest to dość drogo, ale jeśli jedzie się tam raz na kilka lat, to chyba nie ma większego znaczenia. Tak, czy inaczej widoki warte są swej ceny. Trasa o długości 48 km, wiedzie przez park Narodowy Wysokie Taury aż do podnóża najwyższej góry Austrii - Grossglockner (3798 m n.p.m). Droga wije się serpentynami osiągając w najwyższym punkcie 2504 m. To, jak wjechać samochodem na Rysy.









Znowu miałem szczęście, nie wiem, czy to z powodu późnej pory, czy może, dlatego, że nie wszyscy chętni dowiedzieli się o otwarciu trasy, ale była ona pusta. Przez większą część czasu jechaliśmy zupełnie sami podziwiając naprawdę piękne widoki. Do miejsca noclegu w Heiligenblut dojechaliśmy wieczorem i tu znowu zaskoczenie. Śliczne miasteczko, ale w zasadzie zupełnie puste. Rozumiem, że zapełnia się w sezonie narciarskim, ale żeby po sezonie było tak wyludnione… Następnego dnia pojechaliśmy już w kierunku Włoch trasą, niby nie widokową, ale i tak musieliśmy zatrzymywać się dość często na podziwianie widoczków. Zaplanowaliśmy podjazd na Stelvio od strony północnej, a następnie zjazd z drugiej strony i kilkudniową przerwę nad jeziorem Garda. Jeszcze przed Stelvio zauważyliśmy dziwne miejsce, wyglądało to, jak ogródek szalonego artysty. Tak faktycznie było, „szalony” ni to Włoch, ni Austriak zbierał kości, czaszki i różne dziwne rupiecie tworząc z tego dziwaczne instalacje. Zastanawialiśmy się, czy możemy wejść, a tymczasem właściciel sam nas zauważył i zaprosił do oglądania.

Obejrzeliśmy jego zbiory, podziękowaliśmy i niebawem wyruszyliśmy dalej. W pewnym momencie zdziwiła nas ilość samochodów z rowerami na dachu i rowerzystów jadących na swoich bicyklach prosto w kierunku przełęczy. Sprawa wyjaśniła się bardzo szybko. Trasa na Stelvio jest zamknięta z powodu wyścigu Giro d’Italia. Cóż, nie po to przejechaliśmy taki kawał drogi, by teraz wracać. Zignorowałem znaki zakazu i pojechaliśmy dalej. Na szczęście zgubiliśmy się w tłumie różnych samochodów wsparcia dla zawodników. Zresztą wyścig jeszcze tu nie dotarł, a włoscy policjanci i tak nie zwracali na nic uwagi. Na przełęczy znalazło się więcej takich, jak ja. Motocykle, samochody i oczywiście pełno rowerów.

Trochę popatrzeliśmy na to wszystko i trzeba było jechać dalej. Następne serpentyny, tunele i pełno rowerów. Już wiem, dlaczego Clarkson szukał innej, najlepszej drogi do jazdy samochodem, tą trzeba by zamknąć dla pozostałych użytkowników, by naprawdę cieszyć się jazdą. Czując pewien niedosyt postanowiłem nad jezioro Garda dojechać mniej uczęszczanymi drogami, przez następne przełęcze. Skończyło się to tak, że do hotelu dojechaliśmy przed północą, jadąc w ciemnościach wąskimi dróżkami przez góry.
[Dalszy ciąg]
Jezioro Garda

Jezioro Garda

Jezioro Garda





Komentarze

Popularne posty