Magiczna Ibiza


Większości z nas Ibiza kojarzy się z muzyką elektroniczną, dyskotekami, alkoholem i zapewne z czymś jeszcze. Nie napiszę, że takie skojarzenia są błędne, choć faktycznie Ibiza ma dwa oblicza, jedno, jak wyżej i drugie, spokojne, wręcz sielskie. Ja, jednak pojechałem tam po muzykę i nie zawiodłem się, ani trochę.

Muzykę elektroniczną słychać tam praktycznie wszędzie, w klubach, na plaży, nawet w miasteczkach. Ta wyspa przepełniona jest muzyką, tańcem i witalnością. Nie należę już, co prawda do młodzieży, ale przez cały pobyt czułem się, jakbym cofnął się w czasie. Nie tylko ja jeden, na plażach i w klubach widziałem ludzi naprawdę w różnym wieku, ale wszyscy byli tak wyluzowani, że wszelkie różnice po prostu się zacierały. Tak działa magia Ibizy. Ta wyspa potrafi zmieniać ludzi. Znajomi, którym zaproponowałem wypad w to miejsce, od razu zapisali się na siłownię i od tego czasu nie wyobrażają sobie życia bez regularnej dawki ruchu. Czyż nie jest to pozytywne?

Generalnie nie przepadam za plażami, zwłaszcza za nudnymi, długimi i piaszczystymi, jak nad Bałtykiem. Po piętnastu minutach leżenia skręca mnie z nudów, jednak nie na Ibizie. Kwaterę mieliśmy akurat w pobliżu tej słynnej Playa Den Bossa, akurat takiej plaży, jak napisałem wcześniej. Siłą rzeczy zaglądaliśmy na nią często. Nie wiem, czy to kwestia muzyki dobiegającej ze słynnych klubów, czy też całej otoczki, tego, co działo się na niej, ale nie nudziłem się. Mogłem leżeć, słuchać muzyki i obserwować ciekawych ludzi. Nie przeszkadzali mi panowie z za morza, którzy usiłowali sprzedawać swoje towary po bardzo zawyżonych cenach, z jednym nawet dłużej rozmawialiśmy i okazał się całkiem sympatycznym gościem, który po prostu zarabia na utrzymanie rodziny zostawionej w którymś z państw Afryki. Generalnie na plaży ciągle, coś się działo, a to przechodziły barwne korowody młodzieży reklamującej kluby, ktoś inny tańczył, inny odsypiał nocną imprezę. Ludzie spacerowali, kąpali się, śmiali i obserwowali siebie nawzajem. Z miejsca gdzie bywaliśmy najczęściej, w pobliżu klubu Bora Bora udało nam się dojść plażą do miasta Ibiza. Spacer był obiektywnie dość długi, ale czas minął zupełnie niezauważenie.
Rozpisałem się trochę o głównej plaży, ale to nie ona podobała mi się jakoś szczególnie. Mnie osobiście zauroczyły plaże znajdujące się w zachodniej części wyspy. Pojechaliśmy odkrywać je na skuterkach i była to chyba najbardziej wakacyjna rzecz, którą zrobiliśmy na wyspie. Kierowaliśmy się na północ w kierunku plaży Cala Bassa, ale po drodze zaglądaliśmy na pomniejsze plażyczki ukryte wśród skał. Może nie uwierzycie, ale wszystkie były przepiękne i czasami można było zapomnieć, że jest się w basenie Morza Śródziemnego. Prawdę mówiąc jeździliśmy trochę po omacku, na wyczucie, bo nikomu nie chciało się włączać nawigacji. To błądzenie, ciągłe zatrzymywanie się, rozglądanie naprawdę było esencją wakacji. Wakacyjna jazda na jednośladzie, w ciepłym klimacie naprawdę daje poczucie wolności, po prostu uskrzydla. Zrobiliśmy na skuterkach ładny kawałek trasy i w końcu wylądowaliśmy na najpiękniejszej plaży, jaką do tej pory widziałem. Była to Platja de Comte odkryta dawno temu przez hipisów. Niezwykle czysta i ciepła woda, wysepki i klifowe wybrzeże są wprost urzekające. Całość uzupełnia hipisowski beach bar „Sunset Ashram” w którym oprócz jedzenia można kupić rękodzieło, koraliczki, szmatki i inne urocze drobiazgi w hipisowskim stylu (Plaże można zobaczyć na początku tego filmu: "Why We Love Ibiza" lub tutaj: "Best Ibiza Beaches")

Plaża hipisów. Platja de Comte. Ibiza


Skuterki

Zrobiłem błąd i zarezerwowałem skuter jeszcze w kraju, zupełnie nie biorąc pod uwagę, że może nie będę w stanie go odebrać w wyznaczonym dniu. Możliwe, że trochę wyolbrzymiłem problem, bo później nie zauważyłem, by ktoś się przejmował takimi drobiazgami jak promile. Ludzie prosto z baru wsiadali na skutery i jechali. Jednak, ja swojego nie odebrałem, zaliczka przepadła, ale i tak nie straciłem, bowiem okazało się, że na miejscu jest duży wybór maszyn w naprawdę niewygórowanych cenach. Podkreślę to, nie opłaca się rezerwować skutera z wyprzedzeniem. Nawet w środku sezonu skuterki są dostępne i nie są drogie.  Nie warto wiązać się rezerwacją, tym bardziej, że nie wiecie, co może się przydarzyć na miejscu, tak, jak ja… Przepisy dotyczące uprawnień są takie same, jak u nas. Jednoślad o pojemności silnika do 50 cm bez uprawnień, powyżej 50 cm do 125 wystarcza prawo jazdy kategorii B. Obsługa wypożyczalni sprawdzała uprawnienia. Karta kredytowa nie była potrzebna, można było zapłacić gotówką. Skuterki były praktycznie nowe. Nam polecono Hondy Vision 110 cm. Były zupełnie wystarczające i dawały radę, obciążone dwiema osobami nawet pod dość spore górki. Na trasie spokojnie można było jechać 80 km/h. Jedynym problemem był mały wybór kasków oraz ich czystość, ale generalnie da się przeżyć. Oczywiście oprócz skuterków do wynajęcia jest cała masa innego sprzętu jeżdżącego, od motocykli, przez małe samochodziki, terenówki, wozy sportowe, quady, na długich limuzynach kończąc. Drogi na wyspie są w dobrym stanie, jedynie bezpośrednie dojazdy na plaże mogą być gruntowe i dość pylące.

Jedzenie

Dla mnie jedzenie może nie istnieć, naprawdę wolałbym jakieś pastylki odżywcze, by nie tracić czasu na taką zbędną czynność, ale… Na Ibizie po raz pierwszy w życiu poczułem „Niebo w gębie”. Przechadzaliśmy się uliczkami miasta Ibiza i gdzieś pod murami Baluarte de Santa Lucía zaczepiła nas właścicielka malutkiej restauracji „A'mar”. Była tak sugestywna, że ulegliśmy, na szczęście. Dość długo czekaliśmy na jedzonko, ale w międzyczasie pani przyniosła startery w rodzaju sosów, oliwek, grzanek i oczywiście wino. Już same sosy okazały się tak pyszne, że prosiliśmy o dokładkę. Nawet smak oliwek był wyjątkowy, nie udało mi się takich spróbować w Grecji, o Polsce nie wspominając. Nadeszło danie główne, czyli zamówione ryby. Przyrządzała je zdaje się sama właścicielka i zrobiła to genialnie. Nigdy wcześniej i, jak do tej pory nie jadłem czegoś równie dobrego.

Podróż i kwatery

Zasadniczo wolę organizować wszystko sam, ale w tym przypadku decyzja zapadła zbyt późno i jeszcze ten termin w samym środku sezonu. Niestety, gdy jest się uwiązanym terminami urlopowymi, to nie zawsze da się sensownie zorganizować wyjazd we własnym zakresie. Cóż, skorzystaliśmy z biura podróży, czyli przelot i hotel z częściowym wyżywieniem. Jak bym, nie kombinował, to taka opcja wychodziła mi taniej, głównie o koszty przelotu. Nie wspomniałem, że mieliśmy pewne wymagania, co do kwatery, otóż miała być w miejscu zapewniającym transport na własnych nogach do najważniejszych klubów. Chyba nie muszę tłumaczyć, dlaczego…
Nocleg mieliśmy w hotelu Club Can Bossa dosłownie niecałe dziesięć minut spacerem od plaży i może piętnaście do słynnego klubu-hotelu „Ushuaia”, Bora Bara, czy Jet. Hotel niby tylko trzy gwiazdkowy, ale dobrze utrzymany z bardzo miłą obsługą. Mogę go polecić z czystym sumieniem. Ja korzystałem z biura, ale z mojego rozeznania wynika, że wielu ludzi decyduje się na samodzielną organizację wyjazdu. W tym temacie jest wiele blogów i vlogów dostępnych za pomocą kilku kliknięć.

Club Can Bossa

Imprezy

Podobnie, jak ze skuterkami nie warto kupować wejściówek na imprezy z wyprzedzeniem. Bilety można kupić dosłownie wszędzie, w barach, sklepach, nawet na stoiskach przy plaży. Oczywiście są one w korzystniejszych cenach niż te kupowane przez net. Warto pójść przynajmniej raz do dużego klubu, by poczuć tą prawdziwą atmosferę Ibizy. Jest jedno, ale… przygotujcie się na to, że ceny napojów w środku są dość wysokie. Pamiętam, że w Ushuaii małe piwko kosztowało chyba z dziesięć euro. Nie ważne. Impreza była tego warta. Muzyka, ludzie, samoloty przelatujące nisko nad sceną, to wszystko było elektryzujące, energetyczne i niezwykle pozytywne. Informacje o imprezach i o innych aktywnościach dostępnych na Ibizie znajdziecie między innymi na stronie www.ibiza-spotlight.com.

Hotel i Klub Ushuaia. Ibiza


Hotel i Klub Ushuaia. Ibiza


Bezpieczeństwo

Chodziliśmy w miejscach publicznych o różnych porach dnia i nocy i nigdy nie odczuliśmy żadnego, nawet najmniejszego cienia zagrożenia. Ludzie przyjeżdżają na Ibizę, by się wyluzować i zabawić i taka też atmosfera udziela się wszystkim. Pełen luz. Nawet panowie z za morza, którzy usiłują sprzedać swoje podróbki przechodniom, nie są zbytnio nachalni i jeśli zaczepiają, to robią to z uśmiechem. Tak przy okazji, jeśli ktoś potrzebuje czegoś ekstra, specjalnego, to wystarczy zapytać właśnie ich. Oczywiście bezpieczeństwo zależy w dużej mierze od nas samych, warto zachować elementarny zdrowy rozsądek. Nie afiszować się z kasą, a najlepiej przy sobie trzymać tylko gotówkę na bieżące potrzeby, nie chodzić w miejsca, co, do których czujecie, że coś jest nie tak, nie robić z siebie buca, ale uzbroić się w cierpliwość i najważniejsze przywołać uśmiech na twarzy.

Wybaczcie marnej jakości zdjęcia, ale nie pojechałem tam z aparatem i nie po zdjęcia...
Tak przy okazji, mam duże zaległości na tym blogu, ale możliwe, że niebawem je uzupełnię. Ten wpis, jak widać miał być zrobiony w 2016 roku... 



Komentarze

Popularne posty