czwartek, 13 sierpnia 2015

Ultra Europe 2015 Split


Niezapomniane przeżycie. Tysiące kolorowych, wesołych ludzi z całego świata, elektryzująca muzyka i piękne miejsce - Chorwacja. Nie chciało sie wracać do domu.
Większość z was zapewne nie wie, co to jest Ultra, część z tych, którzy wiedzą, być może nigdy nie będą na tej imprezie, a ja byłem i wciągnęła mnie bez reszty. Byłem przez chwilę w centrum świata, takiego krążącego wokół bogów muzyki elektronicznej w osobie Armina van Buurena, Avicii, Davida Guetty i im podobnych. Nie jestem zagorzałym fanem takiej muzyki, ale lubię głośno i kosmicznie, lubię power lub „speed and power”, jak mawiał Jeremy Clarkson z byłego „Top Gear”, a na tym festiwalu wszystko aż iskrzy od nadmiaru mocy. Ultra Europe to europejska wersja amerykańskiego festiwalu EDM, czyli Electronic Dance Music odbywającego się w Miami o nazwie "Ultra Music Festival". Europejska wersja odbywa się w Chorwackim Splicie na stadionie „Poljud”. Na trzy dni to miasto staje się, bez przesady centrum świata. Przyjeżdżają ludzie nawet z odległej nieco Brazylii, Australii, Chin itp. Dlaczego chce im się lecieć dwanaście lub więcej godzin dla jakiegoś festiwalu?. Ja już wiem, ale nie napiszę, bo jest to niemożliwe do opisania, a po drugie nawet gdybym napisał, to odbiorca nie będzie w stanie wyobrazić sobie  takiego doświadczenia.

Kilka spraw technicznych – bilety można zamówić online w formie elektronicznej i na miejscu zamienić na opaski. Nie ma problemu jeśli nie wydrukujesz sobie biletu (choć lepiej mieć) Chorwaci naprawdę są bardzo przyjaznym narodem, szanują siebie i innych ludzi. Kolega nie wydrukował biletu dla partnerki, ale nie było to problemem dla obsługi festiwalu, pomogli z własnej inicjatywy, wystarczył smartfon i numer biletu… Byliśmy dzień wcześniej i nie było kolejek do punktów wymiany biletów. Następne informacje, to to, że Chorwaci patrzą na ludzi i widzą, że jeśli nie kombinujesz czegoś, to nawet nie sprawdzą cię na wejściu. Co prawda nie wolno wnosić praktycznie niczego na stadion, ale jeśli jest to coś niegroźnego i uzasadnionego, to machną ręką. Trzecia sprawa – Czytałem wcześniej opinie o organizacji festiwalu, o tym, że Chorwaci nie radzą sobie z tym, ale przypominam, że ten festiwal miał się odbyć w Polsce, a nasi rodacy tak spieprzyli sprawę, że właściciel marki wycofał się. To nawet dobrze, bo osobiście wolę Chorwację, Split, ciepłą wodę i przyjaznych ludzi.  
OK. Na festiwalu pojawia się około 150 tysięcy ultranautów i faktycznie opanować taki tłum nie jest prosto, sorry nie byłoby prosto w naszym zaściankowym kraju. Tam nie spotkałem się jednak z żadnym przejawem agresji, chamstwa, egoizmu… Ludzie zachowywali się zgodnie z hasłem kultury Rave „PLUR” Peace, Love, Unity, Respect. Było kilka minusów, np. kibelki na płycie stadionu, lub zejście po schodach z korony stadionu (jedni chcą zejść inni wejść w tym samym momencie) ale to tylko dodawało smaczku całej imprezie. Jeśli chodzi kibelki, to faktycznie lepiej było skorzystać z tych dla sportowców niż ryzykować w ciemności Toi-Toja na płycie. Inną sprawą są ceny napojów serwowanych na imprezie. Nie dziwię się, że przed wejściem widziałem dziewczyny z flaszką wódki i plastikowymi kubeczkami, a co?  :) Nie znam innych minusów, schody, choć ryzykowne, nie przeszkadzały mi, kolejki do wszystkiego, były normalne przy takiej ilości ludzi… wszystko rekompensowała jednak muzyka i sławna (prawdziwa) unity. O koncercie nie napiszę nic, nie ma sensu. Tam trzeba być, by poczuć i zrozumieć. Jeśli chodzi o dojazd, to zorganizowaliśmy sobie we własnym zakresie samochodami. 12-13 godzin na spokojnie do Splitu, to dla sprawnych ludzi żaden problem. Młodsi mają jeszcze łatwiej, korzystają z wyjazdów zorganizowanych. My wynajęliśmy kwaterę w willi „Jerkan” w miejscowości Podstrana. Mieszkaliśmy na plaży, mieliśmy darmowe leżaki i parasole przeciwsłoneczne, jednym słowem raj. Nawet właściciel okazał się odlotowy. Emerytowany kapitan wielkich tankowców, który zwiedził cały świat i opowiadał nam o ciasnych, tajskich piczkach… Na ultra jechaliśmy samochodem około godziny 21.00, parkowaliśmy gdziekolwiek, a chorwacka policja nie czepiała się wcale.

Napisze jeszcze jedno, najważniejszą rzeczą jest: z kim się jedzie, my pojechaliśmy z ludźmi, których mało znaliśmy, ale którzy okazali się najlepsza ekipą na świecie. Do tej pory nie mogę powstrzymać śmiechu na wspomnienie pewnych momentów.









plaża przy willi Jerkan. Chorwacja, Podstrana
nasza plaża przy willi Jerkan


Wschód słońc nad Splitem. Nigdy bym tak wcześnie nie wstał, ale tu jeszcze nie spałem...

takie zachody słońca obserwowaliśmy z tarasu willi "Jerkan"

3 komentarze:

  1. Wspaniale. W Polsce już niedługo jedynie festiwale z muzyką sakralną i piosenkami pielgrzymkowymi będą miały rację bytu. To duży skrót myślowy, ale myślę, że wiesz o co mi chodzi. Zerknęłam na Youtube, ludzie świetnie się bawią, a muzyka elektroniczna... lubię :) Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam pojechałem bardziej dla tego kolorowego tłumu ludzi i nie zawiodłem się. Z tym skrótem myślowym... obyś nie miała racji. Również pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Myślę, że niedługo się o tym przekonamy :)

      Usuń