czwartek, 12 czerwca 2014

Chorwacka Salona jak z Age of Empires

Solin, Ruiny Rzymskiego miasta Salona - Chorwacja
Lubię dotykać historii, najlepiej dosłownie, własnoręcznie i najchętniej tej antycznej będącej kolebką naszej współczesnej cywilizacji. Oczywiście mam na myśli starożytną Grecję, Rzym, Aleksandrię i inne ośrodki cywilizacji przed nadejściem plagi chrześcijaństwa. Chodzenie po drogach, dotykanie kamieni wyślizganych przez tysiąclecia stopami podróżnych jest dla mnie czymś prawie magicznym. Jednym z miejsc gdzie faktycznie można dotykać starożytności są ruiny miasta Salona (Solin) w Chorwacji niedaleko Splitu. Byłem lekko zdziwiony, gdy okazało się, że wejście do nich jest bezpłatne i nikt niczego nie pilnuje (Może tylko mieliśmy szczęście lub weszliśmy od niewłaściwej strony?). W pobliżu stoją jakiś domostwa i zapewne tamtejsze dzieciaki wykorzystują ruiny, jak swój plac zabaw. Ja przynajmniej bym się tam bawił...

Pomimo, że ruiny znajdują się w pobliżu ruchliwej Magistrali Adriatyckiej, to tak naprawdę nie czuć tego wcale, miejsce prezentuje się dość dziko na tle pobliskich gór, jakby wyjęto je ze starej gry komputerowej „Age of  Empires”, ja przynajmniej przez chwilę miałem takie skojarzenia.
Teraz trochę faktów: Solin (łac. Salona) to niewielkie miasteczko w Dalmacji (Chorwacja) położone nad rzeką Jadro, 8 km na północny wschód od Splitu. Historycznie usytuowane jest na miejscu starożytnego miasta Salonae, a jego nazwa pochodzi od wydobywanej w okolicy soli ( po łacinie - sal), Miasto swego czasu było stolicą rzymskiej prowincji Dalmacji. W I wieku Rzymianie zbudowali w mieście amfiteatr, teatry, świątynie, łaźnie i forum. Salonae było w tym czasie najbogatszym i najludniejszym miastem środkowego wybrzeża Adriatyku. Około roku 240 urodził się tu późniejszy cesarz rzymski Dioklecjan. Około 614 roku miasto zostało zniszczone poprzez Awarów i Słowian, którzy się tam później osiedlili. Wówczas rdzenni mieszkańcy schronili się w pałacu Dioklecjana, do fortecy Spalato (dzisiejszy Split). Tyle z Wikipedii.
My zaparkowaliśmy autko przy wspomnianym Rzymskim amfiteatrze, który w czasach swej świetności mieścił około osiemnaście tysięcy widzów, a więc zmieściłaby się w nim prawie cała populacja współczesnego Solinu. Oczywiście są to jedynie ruiny, ale w stanie nadającym się do przeprowadzania w nich imprez artystycznych. Akurat ekipa techników rozstawiała nagłośnienie, więc fotek ogólnych nie było sensu robić.




Solin. Ruiny starożytnego Rzymskiego amfiteatru. Salona
Ruiny Rzymskiego amfiteatru w mieście Solin.



Z amfiteatru do miasta wiedzie prosta droga, wzdłuż której stoją kamienne sarkofagi. Wystarczy odrobina wyobraźni, by zobaczyć maszerujących drogą gladiatorów, kupców i innych ludzi zmierzających do amfiteatru lub do teatru, którego ruiny znajdują się najbliżej Magistrali Adriatyckiej. Po prawej stronie drogi znajdują się ogródki działkowe, których właściciele najwidoczniej wykorzystali starożytne ruiny, jako źródło budulca na altanki. Droga w pewnym momencie rozwidla się, w prawo prowadzi do ruin teatru, a prosto po kilkunastu metrach wychodzi na koronę murów miasta. 


Solin. Chorwacja. Kamienne sarkofagi.
Wszystkie kamienne sarkofagi były otwarte lub przedziurawione.

Solin, droga z kamiennymi sarkofagami.
Solin. Droga z kamiennymi sarkofagami.



Możliwe, że mieliśmy szczęście lub może upał odstraszył turystów, ale znowu byliśmy praktycznie sami. Mogliśmy chodzić wszędzie, mogliśmy oglądać z bliska urządzenia wodociągowe starożytnych term, widzieliśmy pozostałości fresków, wchodziliśmy nawet do głównego basenu, by wyobrazić sobie widoki podczas zażywania kąpieli. Szczególnie spodobała mi się brama – miejsce, przez które pod okiem zbrojnej warty musiał przejść każdy podróżny i każdy mieszkaniec; miejsce którędy przejeżdżali legioniści na swych rydwanach. Ślady kół wyżłobione w kamieniu widoczne są nawet dziś. 
Droga prowadzi koroną murów.

Solin. Salona. Croatia



Pozostałości bramy głównej.

Solin. Pozostałości po urządzeniach sanitarnych w termach.
Pozostałości po urządzeniach sanitarnych w termach.

Nieskromny autor bloga przy bramie Salony.

Instalacja doprowadzająca wodę do umywalek.


No i sama umywalka.


Wracając skręciliśmy jeszcze w stronę ruin teatru, dochodzi się do nich ścieżką przez ogródki działkowe. W tych ruinach jeszcze niedawno musiały odbywać się prace archeologiczne bowiem część artefaktów i część wykopów zabezpieczona była brezentowymi płachtami. Te ruiny sprawiły nam pewną niespodziankę, przyszliśmy bowiem z pewnego rodzaju ustronia do miejsca przy samej drodze szybkiego ruchu.
Niestety, jak zwykle byliśmy późno i nie udało się zwiedzić wszystkiego. Więc do następnego razu.

Droga powrotna.

Nieliczne tablice informacyjne.





Dodam, że przyjechaliśmy tu późno, bo wcześniej zwiedzaliśmy słynny Pałac Dioklecjana w Splicie. Zamieszczam poniżej tylko kilka zdjęć, bo Split, a zwłaszcza pałac jest obfotografowany z każdej strony. Znowu trafiła mi się wieczorowa pora :)





W podziemiach Pałacu Dioklecjana. Split. Chorwacja
W podziemiach Pałacu Dioklecjana.

Bazarek przy murach pałacu. Całkiem jak u nas w latach '90

Podziemia pałacu.

 
Pałac w Splicie od tyłu :)


Takie koty tam mieszkają.


Split. Chorwacja. Pałac Dioklecjana
Pałac Dioklecjana.





Wszyscy głaskali duży palec u nogi tego wielkiego "gościa" :)

9 komentarzy:

  1. Przepiekne zdjecia Splitu, a ruinki ciekawe, tym bardziej ze nieupstrzone turystami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję pięknie :)
      To chyba kwestia pory dnia i odrobiny szczęścia.

      Usuń
  2. Śliczny kot :D... I ciekawa wycieczka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Śliczny. Nie dało się przejść obojętnie. Pilnował straganu :) właściciela nie widziałem.

      Usuń
  3. Kot wspaniały, jakże inny od tych wychudzonych w Grecji czy we Włoszech :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyjątkowa mačka :) Inne były chude z długimi łapami.

      Usuń
  4. Ostatnio byłam u znajomych, tutejszych i kiedy poszłam obejść farmę zatkało mnie, sześć dużych i kilka mniejszych kotów, właśnie takich, niebieskich, z pięknymi niebieskimi oczami, błąkały się pomiędzy trakotrem a autem. Śliczne i nie moje.

    Kiedy dotykasz historii i chodzisz po tych wszystkich miejscach ze świadomością, kto, gdzie, kiedy... daje to człowiekowi niezłą energię. Pamiętak jak jechałam do Grecji i czytałam o każdym z miejsc, cmentarzu, kamieniu... Piękne to wybrzeże Adriatyku, przepływałam tamtędy promem z Wenecji do Patras...ach :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jadę w tym roku z "pielgrzymką" do Delf (między innymi). Będę robił to samo :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Pięknie, 36h na promie :) ale znośnie :)

    OdpowiedzUsuń