wtorek, 17 czerwca 2014

Trogir wieczorową porą

Trogir wieczorem. Trogir in the evening.
Chętnie przeglądam cudze blogi w poszukiwaniu inspiracji podróżniczo – wakacyjnych i zawsze szczególną uwagę zwracam na zdjęcia. Nie, nie oceniam ich pod względem techniki, raczej staram się zauważyć punkt widzenia autora, jego emocje i wrażliwość. Oglądając w ten sposób zdjęcia można przez chwilę znaleźć się w tej jednej uchwyconej chwili w tamtym szczególnym miejscu.
Niestety większość ludzi uważa, że najlepszą porą do robienia zdjęć jest samo południe i najlepiej w pełnym słońcu. Jest to tak zwana „Fotografia wyżowa”, jak nazwał ją A. Mroczek w swej kultowej już książce „O fotografowaniu”. No cóż, sam też takie fotki robię zafałszowując nieco obraz rzeczywistości. Postanowiłem to zmienić w swoim przypadku, ale od następnej wycieczki, czy też podróży. Teraz jednak przeszukałem swoje dyski w poszukiwaniu zdjęć zrobionych wieczorem, w nocy, lub podczas deszczu. Na początek wybrałem kilkanaście fotek zrobionych o tak zwanej szarej godzinie, gdy nie jest jeszcze całkiem ciemno, ale już świecą się światła uliczne. Będą to fotki z Trogiru.

czwartek, 12 czerwca 2014

Chorwacka Salona jak z Age of Empires

Solin, Ruiny Rzymskiego miasta Salona - Chorwacja
Lubię dotykać historii, najlepiej dosłownie, własnoręcznie i najchętniej tej antycznej będącej kolebką naszej współczesnej cywilizacji. Oczywiście mam na myśli starożytną Grecję, Rzym, Aleksandrię i inne ośrodki cywilizacji przed nadejściem plagi chrześcijaństwa. Chodzenie po drogach, dotykanie kamieni wyślizganych przez tysiąclecia stopami podróżnych jest dla mnie czymś prawie magicznym. Jednym z miejsc gdzie faktycznie można dotykać starożytności są ruiny miasta Salona (Solin) w Chorwacji niedaleko Splitu. Byłem lekko zdziwiony, gdy okazało się, że wejście do nich jest bezpłatne i nikt niczego nie pilnuje (Może tylko mieliśmy szczęście lub weszliśmy od niewłaściwej strony?). W pobliżu stoją jakiś domostwa i zapewne tamtejsze dzieciaki wykorzystują ruiny, jak swój plac zabaw. Ja przynajmniej bym się tam bawił...

Nagość i erotyka w japońskiej fotografii

Fot. Sakiko Nomura "Nagi Czas" Manggha 2006
Nasze umysły są takie, jak otoczenie w którym żyjemy, jak ludzie z którymi się stykamy i jak obrazy na które patrzymy. Zawartość naszego umysłu jest częścią procesu zwanego w buddyzmie “Karmą”. To ona określa, jak postrzegamy świat i to ona prowokuje nas do takiego, a nie innego działania.

Miałem na tym blogu pisać o podróżach i ewentualnie o buddyzmie ale, że chwilowo nigdzie nie mogę się ruszyć tedy napiszę coś o fotografii w nieco buddyjskim i japońskim kontekście. Ten tekst publikowałem już kiedyś na blogu zniszczonym przez hakerów, ale myślę, że wart jest przypomnienia (ze względu na nazwiska artystów) pomimo tego, że kilka lat już upłynęło od jego powstania.
Przeglądając nieustannie różne blogi o tematyce fotograficznej natknąłem się kiedyś na zdjęcia japońskiego fotografika – Nobuyoshi Araki (Zdjęcia 1 Zdjęcia 2). Fotografie tego artysty przedstawiające nagie ludzkie ciało (Słynne są zwłaszcza związane kobiety) są na zachodzie uważane za kontrowersyjne i zbyt erotyczne, niektóre np. pochodzące z albumu „Tokyo Lucky Hole” przedstawiające życie Sinjuku, najsłynniejszej japońskiej dzielnicy czerwonych latarni uważane są wręcz za pornografię.
Te fotki przypomniały mi wystawę zdjęć – nomen omen – artystki również z kraju kwitnącej wiśni – Sakiko Nomura (Link do zdjęć) i jej “Nagi czas”, które miałem przyjemność podziwiać w 2006 roku w Galerii „Manggha” w Krakowie.

niedziela, 8 czerwca 2014

Tajemniczy Zamek Czocha

Zamek Czocha od frontu.
Będę piratem...
Choć może nie? Pobliskie stawiki nie łączą się z morzem, sprawdziłem to.
Już wiem, rycerzem! Będę ratował księżniczki przed strasznymi smokami. Lub lepiej smokiem, ludzie będą mi sami dostarczać piękne księżniczki. Albo najlepiej zostanę Indianą Jonesem, będę szukał skarbów w tajemniczych, zamkowych podziemiach.
Być może coś pokręciłem ze smokiem i księżniczkami, ale cała reszta należała kiedyś do sfery marzeń małych chłopców. Być może jest tak i dzisiaj, ale dzieciarnia ma teraz łatwiej. Wystarczy zalogować się do wirtualnego świata „Warcrafta”.
W każdym z nas zostaje jakaś cząstka dziecka, mniej lub bardziej ukryta. To ona pcha nas ku podróżom, przygodom, do poszukiwań „Świętego Graala”, do zachwycania się cudami natury, dziełami człowieka i samym drugim człowiekiem. Bez tej cząstki człowiek jest w zasadzie „Żywym trupem”. Moja cząstka przypomniała mi kiedyś dziecięce filmy w rodzaju „Wakacje z duchami” czy „Pan Samochodzik”. Czarno-białe, bardzo stare już w czasach mojego dzieciństwa, a teraz całkiem zapomniane i zachciało mi się zamieszkać na zamku, choćby na kilka dni...