poniedziałek, 19 maja 2014

Zamek w Wiśniczu i Harry Potter

W planach była Bochnia i kopalnia soli, ale nasze zwykłe opieszałość sprawiło, że pojawiliśmy się w miasteczku nieco po czasie. Zazwyczaj nigdzie się nie spieszymy i tam, gdzie mamy ustalony termin pojawiamy się w ostatnim możliwym momencie, a tam gdzie nie musimy się spieszyć, wiadomo, o dowolnej porze. Najczęściej olewanie czasu wychodzi nam jednak na dobre, ma tą zaletę, że często jest już późno, czyli po zwyczajowych „ludzkich” porach zwiedzania, spacerów, spędów itp. Jest już pusto, spokojnie, trafiają się ładniejsze widoki, zachody słońca, przyjemniejsza atmosfera, nawet ciekawsi ludzie, jeśli już są w ogóle. Teraz też tak było. Kopalnia w zasadzie już nie przyjmowała zwiedzających, co więc teraz robić? No cóż, w pobliżu podobno jest jakiś zamek, gdzieś w Wiśniczu. Co prawda mieliśmy niejasną wizję jakiegoś drugiego Wawelu i kapci zakładanych ongiś w muzeach, ale co tam. Pojechaliśmy.
Zaparkowaliśmy pod samym zamkiem, w pobliżu bramy i tu pierwsze zdziwienie, oprócz naszego stały tam tylko dwa autka. 


Jest dobrze!. Zamek już z zewnątrz nam się spodobał, ciekawa bryła o wyraźnych właściwościach obronnych ( z tego, co pisze w katalogu wczesnobarokowa architektura rezydencjalno - obronna). Najstarsza część zamku została wzniesiona w XIV w. przez Kmitów w stylu renesansu. Przebudowany następnie w latach 1615-1621 za czasów Stanisława Lubomirskiego. Tyle fakty. 

Weszliśmy sobie spokojnie na dziedziniec, troszkę pospacerowaliśmy, by oswoić się z nowym miejscem i załapać nieco klimatu. Całkiem swojskiego klimatu. W zasadzie oprócz nas była tylko jedna rodzina z dziećmi, która urządziła sobie piknik na trawce. Przeszliśmy wzdłuż murów, pogłaskaliśmy armaty, pomyszkowaliśmy nieco przy wejściu do zamku. Okazało się, że gdybyśmy chcieli, to moglibyśmy wejść do środka bez biletu. Wszystko pootwierane, pan z ochrony raczej nie z typu służbisty. Nie jesteśmy jednak tacy, rozumiemy, że te kilka złociszy opłaty przyda się na utrzymanie budowli, organizację jakiejś imprezy  i tym podobne sprawy. Zaopatrzeni już w bilety weszliśmy z przewodnikiem i małą grupką, która w czasie naszego myszkowania zdążyła się już zebrać. To była pani przewodnik i całkiem ciekawie opowiadała, choć wszystkiego nie słyszałem, bo nie lubię chodzić na sznurku z resztą trzódki. Mam swoje własne ścieżki i lubię być, choćby chwilami sam, lubię chłonąć miejsce. Nie było z tym problemu, bo zamku w środku nikt nie pilnuje, zresztą nie ma czego pilnować. Wyposażenie, jak wyjaśniła pani przewodnik nie jest oryginalne, to tylko zbieranina różnych rupieci kupiona, by było czym zapełnić puste komnaty (w większości i tak puste). 
To jest owo słynne "wyposażenie"

Sala balowa.

System doświetlenia wnętrz.

Zamek z zewnątrz nie wygląda na szczególnie duży, ale całe zwiedzanie zajęło nam z godzinę lub więcej. Przewodnik już dawno sobie poszedł, a my i jeszcze jedna rodzina siedzieliśmy i wygrzewaliśmy się na czymś w rodzaju tarasu przy Sali balowej. Prawie, jak u siebie w domu. Mnie taki styl zwiedzania pasuje, po stokroć wolę włoski luz niż niemiecki ordnung . No cóż, pewnie w czasie sezonu nie będzie już tak przyjemnie. Ta cała familijna atmosfera zamku wynika chyba z tego, że wykorzystywany jest on, jako swego rodzaju centrum kultury dla miasteczka Nowy Wiśnicz i siłą rzeczy jest on bardziej dostępny dla ludzi. Zarówno w zamku, jak i na zewnątrz można było obejrzeć prace lokalnych artystów i młodzieży z liceum plastycznego. 


Wystawa "Ślady pamięci"

Wystawa "Ślady pamięci"

Jedną z ekspozycji muzealnych, a w zasadzie jedyną były - "Ślady Pamięci" prezentująca prace artysty Prof. Czesława Dźwigają (rzeźby przedstawiające Papieża Jana Pawła II). Spotkała nas również ciekawa niespodzianka – Na zamku młodzież kręciła jakiś film z czarodziejami, czarodziejkami, różdżkami i tym podobnym sprzętem magicznym, coś w stylu Harrego Pottera. Trzeba będzie niebawem zapytać wujka Google, może znajdzie go gdzieś na Youtube. Właśnie ta młodzież przebrana w kostiumy sprawiła, że przez chwilę poczułem się jak mały chłopczyk we wspaniałym, baśniowym zamczysku. Trwało to chwilkę, ale przecież z „chwilek” składa się życie, a takie dziwne szczególnie długo się pamięta.

Album ze zdjęciami >>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz