czwartek, 29 maja 2014

Do Chorwacji samochodem

Za oknem pada deszcz. Siedzę w domu ze złamaną prawą ręką po nauce latania nad kierownicą roweru (Jak przyjemnie ciepły był wtedy asfalt) i nudzę się. Przez najbliższe cztery tygodnie nigdzie nie pojadę, za to mam dużo czasu na powolne stukanie paluszkiem lewej ręki po klawiaturze. Mam też okazję posprzątać trochę w swoich folderach ze zdjęciami. Wspomniałem już, że pada deszcz? To chyba przez niego porządkuję zdjęcia ze słonecznych miejsc, akurat jestem w Chorwacji. „Mały kraj na wielkie wakacje” tak się reklamuje i zgodnie z prawdą, jako całość wielki nie jest, ale ma imponującą linię brzegową, na której każdy może znaleźć kawałek prywatnego raju. Chorwacja jest jednym z najczęściej wybieranych przez Polaków wakacyjnych kierunków podróży. Stosunkowo blisko, spokojnie wręcz swojsko. Idealne miejsce dla ludzi, którzy wolą być samodzielni, lubią się przemieszczać, podziwiać piękne widoki, niekoniecznie tłoczyć z innymi na wrzaskliwej plaży, dla tych również, którzy cenią sobie spokój prywatnych kwater, czy możliwość zorganizowania praktycznie równocześnie morskich kąpieli w naprawdę czystej wodzie i górskich wycieczek. Ja dodatkowo cenię sobie tamtejsze drogi, najczęściej w bardzo dobrym stanie i puste poza, oczywiście Magistralą Adriatycką, piękną, ale dość tłoczną drogą widokową. Prosto mówiąc wspaniale się jeździ po tamtejszych drogach, zarówno krętych górskich odcinkach z przepięknymi widokami, jak i po równiutkich autostradach, zwłaszcza, że jak przystało na południowców, tamtejsza policja nie czepia się drobiazgów (po wejściu do UE pewnie się to zmieni).

Jadąc po raz pierwszy do tego kraju, pamiętam, że planowałem całą podróż, co i tak okazało się zbyteczne, bo mój tani GPS wszystko pomieszał, może to zresztą ja pomieszałem... ale i tak było fajnie. Zdążyłem przetestować trzy popularne trasy dojazdowe: Przez Węgry słynną drogą nr 86, przez Węgry autostradami i przez Austrię i Słowenię.
Z oczywistych względów nie napiszę, która jest najlepsza, ale kilka wskazówek mogę dać. Np nie warto jechać drogą 86 w nocy, ze względu na zwierzęta, nie ważne, czy dzikie, czy też pospolite psy i koty, droga ta prowadzi przez liczne wsie, toteż jedzie się dość wolno, ale za to ciekawie i ekonomicznie. W przypadku autostrad jest na nich pewien zysk czasowy uzależniony od waszej odwagi i zasobności portfela. Niestety na autostradzie płaci się podwójnie, po raz pierwszy w postaci winiet (Matrica po węgiersku), po raz drugi w postaci wysokiego spalania podczas szybkiej jazdy. Za to jest bezpiecznie i wygodnie. Autostrady mają dobrą, przewidywalną infrastrukturę w postaci stacji benzynowych, barów i parkingów. Węgierskie winiety można kupić online np. tutaj:
en-ematrica.autopalya.hu Są to winiety elektroniczne (innych nie ma), a potwierdzenie dostaniecie na email (sprawdzone). Pozostała jeszcze opcja przez Czechy, Austrię i Słowenię. Tej trasy w zasadzie nie pamiętam, cały czas słuchaliśmy audiobooka Sapkowskiego. Wiem, że jedzie się monotonnie w miarę dobrymi drogami, jedyne wspomnienie mam z Austriackich kibelków, a właściwie sikalni w postaci ścianek z rynną na dole, trzeba chodzić na paluszkach wśród żółtawych kałuż. Ostatnia trasa jest też najdroższą ze względu na winiety, zwłaszcza Słoweńską, nieadekwatnie drogą w stosunku do ilości kilometrów.
Co jeszcze? Chorwaci są gościnni, ale nie narzucają się ze swoją obecnością, są raczej spokojni i jakby wycofani, nie ma problemu bariery językowej, wystarczy uważnie słuchać i wyraźnie mówić. Starsi zazwyczaj znają trochę słów po niemiecku, włosku, rosyjsku, a młodsi oczywiście posługują się angielskim. Ja jednak myślę, że lepiej mówić po polsku wplatając kilka grzecznościowych zwrotów po chorwacku, jest to lepiej odbierane. Najważniejszy jest jednak „banan” na twarzy i zwykła życzliwość.

Kolor wody Adriatyku.

Kwatery prywatne – tych jest naprawdę na tyle dużo, że jeśli ktoś nie ma specjalnych życzeń w postaci domu na plaży z własną łódką, to w zasadzie nawet w środku sezonu nie trzeba niczego rezerwować. Problem może być tylko w przypadku większych grup. Jeśli komuś nie chce się szukać samemu, to wystarczy w docelowej miejscowości udać się do biura informacji turystycznej, tam nie dość, że coś znajdą, to jeszcze wyposażą was w różne mapy i informatory. Takie punkty informacyjne widziałem nawet w bardzo malutkich miejscowościach. 

Tania kwatera znaleziona na miejscu w Chorwacji.

Waluta – Według mnie tą warto kupić już w naszym kraju, nie ze względów ekonomicznych, ale dla świętego spokoju, lepiej by w jakiejś newralgicznej, awaryjnej sytuacji nie brakło nam gotówki. Domyślacie się, że szukanie banku, czy bankomatu w nieznanym mieście może być dość kłopotliwe.
Co warto zobaczyć? Ha! Co tylko się da. Ja polecam Półwysep Peljesac, można go zwiedzić w ciągu jednego urlopu. 









Półwysep jest dobrym miejscem zarówno dla amatorów, winsurfingu (Orebic), nurkowania, wina i górskich wycieczek. Z Półwyspu blisko jest zarówno do Dubrownika, jak i na Korczulę. Na temat „Co warto zobaczyć” najwięcej informacji znajdziecie na forum cro.pl.
Tam też odsyłam po całą resztę informacji. 

Poniżej kilka widoczków z Chorwacji. Więcej fotek znajdziecie na moim koncie w Panoramio lub na Picasie
Trpanj - port.






Promenada w Trpanju.

Plaża Divna, znaczy piękna.




Korczula, wyspa.



Na murach Dubrownika.


Dubrownik, widok z murów.


Mury Dubrownika.
Split.

Trogir


Więcej zdjęć.

4 komentarze:

  1. Byłam w Chorwacji już kilka razy, a dziś kiedy zobaczyłam wszystkie twoje zdjęcia (świetne) zatęskniłam.
    Z miasteczek, najbardziej urzekł mnie Trogir, a wybrzeże.....wszędzie piękne.
    I nawet widok z balkonu, jakby ten sam. Jadłam na nim śniadania, zapatrzona w błękit :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jest za czym tęsknić, słońce i ten błękit :) Ale wszystko trwa tak krótko...

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham Chorwację miłością czystą, ale nie odważyłabym się już jechać samochodem. Za bardzo się zmęczyłam i potem dwa dni musiałam dochodzić do siebie. Jak miałabym tam jechać znowu, to tylko samolotem http://www.twojeinnowacje.pl/z-berlina-nad-adriatyk-to-sie-oplaca

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może kiedyś samolotem... Na razie zbyt dużo z tym zachodu. Najpierw trzeba dotrzeć do Berlina, jak sugerujesz na stronie. Choć, pewnie znajdą się chętni bo faktycznie droga może zmęczyć.
      Pozdrawiam

      Usuń