czwartek, 29 maja 2014

Do Chorwacji samochodem

Za oknem pada deszcz. Siedzę w domu ze złamaną prawą ręką po nauce latania nad kierownicą roweru (Jak przyjemnie ciepły był wtedy asfalt) i nudzę się. Przez najbliższe cztery tygodnie nigdzie nie pojadę, za to mam dużo czasu na powolne stukanie paluszkiem lewej ręki po klawiaturze. Mam też okazję posprzątać trochę w swoich folderach ze zdjęciami. Wspomniałem już, że pada deszcz? To chyba przez niego porządkuję zdjęcia ze słonecznych miejsc, akurat jestem w Chorwacji. „Mały kraj na wielkie wakacje” tak się reklamuje i zgodnie z prawdą, jako całość wielki nie jest, ale ma imponującą linię brzegową, na której każdy może znaleźć kawałek prywatnego raju. Chorwacja jest jednym z najczęściej wybieranych przez Polaków wakacyjnych kierunków podróży. Stosunkowo blisko, spokojnie wręcz swojsko. Idealne miejsce dla ludzi, którzy wolą być samodzielni, lubią się przemieszczać, podziwiać piękne widoki, niekoniecznie tłoczyć z innymi na wrzaskliwej plaży, dla tych również, którzy cenią sobie spokój prywatnych kwater, czy możliwość zorganizowania praktycznie równocześnie morskich kąpieli w naprawdę czystej wodzie i górskich wycieczek. Ja dodatkowo cenię sobie tamtejsze drogi, najczęściej w bardzo dobrym stanie i puste poza, oczywiście Magistralą Adriatycką, piękną, ale dość tłoczną drogą widokową. Prosto mówiąc wspaniale się jeździ po tamtejszych drogach, zarówno krętych górskich odcinkach z przepięknymi widokami, jak i po równiutkich autostradach, zwłaszcza, że jak przystało na południowców, tamtejsza policja nie czepia się drobiazgów (po wejściu do UE pewnie się to zmieni).

piątek, 23 maja 2014

Kot ma wielkie oczy

Wiem, że ludzie na swych blogach piszą o różnych bzdetach, o pieskach, kotkach, rybkach… Tak, to określają ci, którzy sami żadnego zwierzątka nie mają. Gdy jednak jest się już „szczęśliwym” panem zwierzaka, to okazuje się, że taki zwierz potrafi być naprawdę interesujący, ba, wręcz hipnotycznie fascynujący. 


Nooo, może poza rybkami...


Jednak te KOOOTY! Są jak światy alternatywne, jak obiekty nie do końca istniejące w naszym kontinuum czasoprzestrzennym. Czasem naprawdę nie wiadomo, czy kot to zwierzę, czy stan umysłu (i czyjego umysłu).

Zainspirowany kocim blogiem kociki-abigail.blogspot.com pozwoliłem sobie napisać kilka słów o własnym Kocie. Piszę przez DUŻE „K”, bo Kot, to jego imię. Ma jeszcze kilka innych, ale uporczywie odmawia ich podania.

wtorek, 20 maja 2014

Podróż ku przebudzeniu

Zapewne niektórzy z was zastanawiają się dlaczego w tytuł bloga wpleciony jest Budda. Otóż interesuję się naukami buddyjskimi, ale nie w sensie religijnym, który pewnie przychodzi wam do głowy, ale w kontekście rozwoju osobistego. Zresztą buddyzm w swym sednie nie jest żadną religią, jedynie w państwach wschodu przybrał taką formę dla lepszego wpasowania się w ludzkie potrzeby. Czym, więc jest buddyzm? Jest naukami i metodami pracy z umysłem dla rozwoju tegoż umysłu i w celu osiągnięcia pewnych rezultatów – szczęścia, odwagi, miłości i w ostateczności oświecenia rozumianego między innymi, jako doświadczenia rzeczywistości poza wszelkimi podziałami. Na takim zwykłym, ludzkim poziomie buddyzm uczy, jak lepiej żyć i lepiej umierać. Oczywiście temat ten jest zbyt obszerny, jak na jeden wpis w blogu, sam Budda pozostawił po sobie osiemdziesiąt cztery tysiące nauk odpowiednich dla różnych rodzajów ludzi, trudno więc pisać ogólnie o wszystkim. Chciałbym jednak poruszyć temat podróży i ich wpływu na duchowy rozwój człowieka, bo takowy istnieje i w tym temacie odkrywcą żadnym nie jestem.

poniedziałek, 19 maja 2014

Zamek w Wiśniczu i Harry Potter

W planach była Bochnia i kopalnia soli, ale nasze zwykłe opieszałość sprawiło, że pojawiliśmy się w miasteczku nieco po czasie. Zazwyczaj nigdzie się nie spieszymy i tam, gdzie mamy ustalony termin pojawiamy się w ostatnim możliwym momencie, a tam gdzie nie musimy się spieszyć, wiadomo, o dowolnej porze. Najczęściej olewanie czasu wychodzi nam jednak na dobre, ma tą zaletę, że często jest już późno, czyli po zwyczajowych „ludzkich” porach zwiedzania, spacerów, spędów itp. Jest już pusto, spokojnie, trafiają się ładniejsze widoki, zachody słońca, przyjemniejsza atmosfera, nawet ciekawsi ludzie, jeśli już są w ogóle. Teraz też tak było. Kopalnia w zasadzie już nie przyjmowała zwiedzających, co więc teraz robić? No cóż, w pobliżu podobno jest jakiś zamek, gdzieś w Wiśniczu. Co prawda mieliśmy niejasną wizję jakiegoś drugiego Wawelu i kapci zakładanych ongiś w muzeach, ale co tam. Pojechaliśmy.
Zaparkowaliśmy pod samym zamkiem, w pobliżu bramy i tu pierwsze zdziwienie, oprócz naszego stały tam tylko dwa autka. 

piątek, 16 maja 2014

Wiosna, pałace i trochę kwiatków

Maj, jeśli tylko nie pada śnieg, jest naprawdę pięknym miesiącem w którym warto odwiedzać pewne konkretne miejsca wyglądające szczególnie pięknie o tej porze roku. Taki np. pałac w Pławniowicach znany też jako Pałac Ballestremów, jest właściwie Zespołem Pałacowo-Parkowym z końca XIX i prawdziwą wiosenną perełką. Latem już nie ma takich widoków. Gdzie to jest? Na północny zachód od Gliwic przy autostradzie A4 przy Kanale Gliwickim.

Drugim, nie mniej baśniowym miejscem jest pałac w Mosznej (Woj. Opolskie), który do 1945 roku był rezydencją śląskiego rodu przemysłowców Tiele-Wincklerów. Te dwa pałace można odwiedzić podczas jednej wycieczki, jadąc autostradą A4. Więcej zdjęć znajduje się w albumie.

Rycerze pod zamkiem Tenczyn

Nie wiem, czy też tak macie, ale ja, gdy tylko ruszę się z domu, to zawsze natknę się na coś ciekawego. Jednym z takich zdarzeń był wypad do zamku Tenczyn w Rudnie pod Krakowem (22 maj 2011). Wyjechaliśmy sobie ot tak, byle nie siedzieć w domu, obraliśmy kierunek na wschód i... przypomnieliśmy sobie o zamku w pobliżu którego nie byliśmy bardzo dawno. Trochę się zmieniło na zamku i w okolicy, przede wszystkim budowla jest w remoncie, a główna brama była zamknięta, ale za to przed nią wpadliśmy w jakieś wrota czasu prowadzące w zamierzchłe wieki. Znaleźliśmy się w środku bitwy. Zewsząd słychać było krzyki i szczęk białej broni, a co rusz do tego przeogromny huk wystrzałów broni czarnoprochowej. Okazało się, że trafiliśmy na II Rajd Toporczyków Tęczyńskich zwieńczony właśnie pokazem walk rycerskich w wykonaniu „Zakonu Sokoła”  i "Bractwa Rycerskiego zamku Będzin" Chłopaki i dziewczyny zrobili naprawdę niezłe przedstawienie, nie żałowali prochu i swych sił. Walka była przednia.

czwartek, 15 maja 2014

Rowerami z Tyńca do Krakowa

Zachciało nam się wycieczki rowerowej, takiej w nowym, ciekawszym miejscu niż te, w najbliższej  okolicy. W życiu tak bywa, że jeśli się wpada się na jakiś pomysł, to od razu pojawia się lawina różnych możliwości. „Nam wpadła” w oko Nadwiślańska Trasa Rowerowa (ostatnio mówi się, że kiedyś będzie od gór do morza...), a konkretnie odcinek z Tyńca do Krakowa. Pojechaliśmy w ciemno, nie sprawdzając niczego w necie, by nie psuć sobie przyjemności odkrywania (Ameryki). Jakieś pół godziny z hakiem wystarczyło na zamontowanie bagażnika dachowego i rowerków i ani się obejrzeliśmy, jak zrobiło się późne popołudnie, no ale Kraków to tylko 60 km drogi... Dojechaliśmy koło 18.00 Oczywiście o tej porze miejsc do parkowania było pod dostatkiem i to praktycznie pod samym klasztorem w Tyńcu. Zrobiliśmy mały postój na dziedzińcu klasztoru, o tej porze było tam niezwykle spokojnie, a wyczuwalne wieki historii stworzyły wręcz nostalgiczny nastrój.

Konoba Albert. Rajskie wakacje na Korczuli

Wpis ten jest właściwie podziękowaniem dla Państwa Marelić z Zavalaticy na wyspie Korczula u których byliśmy w wakacyjnej gościnie w 2012 roku. Bardzo miła rodzina prowadzi Konobę „Albert” oraz wynajmuje kwatery dla turystów. Nam bardzo spodobały się owe kwatery w domu zbudowanym na klifie i w zasadzie wbudowanym w skałę dzięki czemu w pokojach był całkiem przyjemny chłodek. Ale nie chłodek był najważniejszy, tylko wspaniałe widoki na morze i własna, skalista, co prawda plaża pod domem. Wieczorkiem natomiast można było przejść się po schodach na górę i zamówić pyszną rybkę z grill plus jakieś piwo lub lokalne winko (często był to poczęstunek od gospodarzy) Bardzo miło wspominamy cały pobyt na Korczuli, codzienne wycieczki na coraz to inne plaże, rajdy gruntowymi drogami, tak wąskimi, że wyminąć się nie sposób, nurkowanie w przejrzystej wodzie i spacery po dzikich zakamarkach miasteczek.
Jeśli ktoś będzie zainteresowany pobytem, to apartamenty można znaleźć na Adriatic.hr Można pisać na: albert.marelic@du.t-com.hr lub dzwonić: ++385 (020) 834068 Adres: Čara Zavlatica, 20273 Čara.

Góry Sowie, zamki i tajemnice III Rzeszy

Owiane tajemnicą podziemne kompleksy budowli z czasów II Wojny Światowej znane pod kryptonimem “Riese”, wspaniałe zamki i ruiny, piękne widoki i puste drogi pełne serpentyn, to pnących się pod górę, to znowu ostro spadających w dół. Góry Sowie, to niezwykłe miejsce.

Jedną z zalet regionu w którym mieszkam jest dobre skomunikowanie z interesującymi mnie miejscami. Na przykład w kierunku zachodnim mam piękną i tania autostradę, a właśnie tam znajduje kraina zwana Dolnym Śląskiem tak bardzo różna od swojsko – polskich miejsc. Dolny Śląsk jest idealnym miejscem dla wszystkich dużych chłopców (i dziewczynek również), którzy lubią zamki, lochy, podziemne fabryki i inne tajemnicze miejsca. Jedne z bardziej znanych wiążą się z II Wojną Światową i III Rzeszą, są to owiane tajemnicą podziemne kompleksy budowli znane pod kryptonimem “Riese”, jest też zamek Książ oraz wspaniałe, kręte i puste drogi prowadzące przez Góry Sowie. Mnie od tego raju dzieli jakieś marne dwieście kilometrów, które autostradą można pokonać naprawdę bardzo szybki, ale nie napiszę jak szybko, bo nie żyjemy w wolnym kraju.

środa, 14 maja 2014

Coś na początek

Zastanawiałem się od czego zacząć ten pierwszy wpis, ale że nic sensownego nie przyszło mi do głowy, tedy zacznę, tak, po prostu... Miałem już bloga (okobuddy.arwen.pl) niestety z przyczyn technicznych padł i już nie powstał. Miałem też kilka innych projektów związanych głównie z fotografią, grafiką i również z buddyzmem, którym się interesuję. Na szczęście świat się zmienia, jak napisałem w tekście „O mnie” i te dzisiaj żenujące twory odeszły w niebyt. Zostało kilka grafik na http://www.shutterstock.com/g/chrisx ale tam też od dawna nic nie dodałem.
Dobrze, o czym to ja chciałem? Już wiem!
W tytule bloga znalazły się podróże i fotografia, ale oczywiście pod pojęciem podróże kryją się również zwykłe wycieczki, choćby takie na rowerze po najbliższej okolicy. Fotki będą również, choć geniuszem fotografii nie jestem, ale myślę, że nie powinny obrastać cyfrowym kurzem gdzieś na kartach pamięci. Moje fotki można kopiować i wykorzystywać w dowolnym (ale etycznym) celu, proszę tylko o powiadomienie mnie o tym, link byłby miłym gestem, ale nie wymagam takich poświęceń, bo rozumiem, że nie zawsze jest to możliwe z różnych względów.
Jak już pisałem lubię się przemieszczać, lubię podróże i wycieczki. Mam też samochód i nie waham się go użyć... Kota też mam, czarnego.
Kot o imieniu... Kot. 
Fotograficzne plony z wojaży mam już dość obfite, część z nich była udostępniona na starym blogu i myślę, że ten zacznę od małej retrospekcji. Później będzie już na bieżąco. Mam zamiar pisać też o interesujących mnie tematach, czyli trochę o buddyzmie, szeroko rozumianej sztuce, książkach i innych aktualnie zajmujących mnie tematach. Wybaczcie tylko, jeśli czasem będzie wyglądało to, jakbym pisał po kilku piwach, bo może faktycznie tak będzie  (potem będę przepraszał i kasował post :)) Wybaczcie również, że nie jestem zbyt systematyczny, ale postaram się.
Dla wszystkich ciekawskich – moje miejsce pracy, tzn tworzenia tego bloga.


Moje miejsce tzw. "pracy"