czwartek, 9 października 2014

Samochodem prawie do Hadesu Część 2

Kanał Koryncki. Grecja
Spod Termopili dalej na południe wyruszyliśmy oczywiście autostradą, całkiem ładną zresztą, gładką i obsadzoną kwiecistymi krzewami. Zatrzymaliśmy się dopiero przy Kanale Korynckim. Znany nam tylko z lekcji historii i programów geograficznych nie zawiódł. Naprawdę robi wrażenie i warto o niego zahaczyć będąc w pobliżu. Grecy mogliby jednak się nieco postarać i przynajmniej posprzątać bo najbliższe otoczenie nie sprawia pozytywnego wrażenia. Dalsza podróż przez Peloponez odbywała się nowiutką autostradą, której nie ma na mapach elektronicznej nawigacji z 2011 roku. Autostrada na której przez długie odcinki czasu jechaliśmy samotnie kończy się w pobliżu lotniska miasta Kalamata. Dalej drogami lokalnymi dojechaliśmy do miasteczka Koroni. 

środa, 8 października 2014

Samochodem prawie do Hadesu czyli Grecja 2014 Część 1

Grecja, Koroni. Twierdza w Koroni
Lubię podróżować samochodem. Nie wiem, czy to bakcyl przekazany przez rodziców, czy przez amerykańskie filmy drogi, ale fakt jest faktem. Podróż własnym środkiem lokomocji jest dla mnie po prostu synonimem wolności. Zalety i wady takiego sposobu przemieszczania się są w większości oczywiste, mnie dodatkowo podoba się koncepcja wtopienia się w zmotoryzowana społeczność danego kraju. Jeżdżę wtedy tak, jak autochtoni, poruszam się po ich drogach i wyobrażam sobie, że mieszkam w tym miejscu, że to moje miasto, moja ulica. Mogę zostać w danym miejscu tak długo, jak tylko chcę, mogę oglądać widoki w czasie, gdy inni turyści już wrócili do swych hoteli, mogę zmieniać plany w dowolnej chwili i docierać tam, gdzie tylko zechcę. Są też wady, po pierwsze trzeba mieć samochód, po drugie trzeba mieć sprawny samochód, po trzecie te wszystkie ubezpieczenia, przeglądy kosztują niemało, są to kwoty, za które raz w roku można zorganizować sobie wakacje z biura podróży. Generalnie jest drogo, niebezpiecznie i męcząco, ale… Wspaniale.

sobota, 12 lipca 2014

Podróże duszy. Techniki odkrywania i czerpania wiedzy z przeszłych wcieleń.

Czy Bóg może być draniem? Dlaczego na dobrych ludzi spadają cierpienia, a oszuści, złodzieje i politycy są tak bezczelnie zadowoleni z życia. Dlaczego mam problemy, dlaczego ciągle choruję, dlaczego tak panicznie boję się pająków? Dlaczego, dlaczego, dlaczego...
Wielu ludzi choć raz w życiu zadało sobie podobne pytania, wielu usilnie szukało odpowiedzi. Niektórzy je znaleźli, niektórzy pogodzili się z niewyjaśnionym, a inni, niezadowoleni z objaśnień w rodzaju „Boski plan”, szukają dalej.

Jednym z ludzi którzy odnaleźli odpowiedzi na swoje pytania jest Pan Douglas De Long, mieszkający w Kanadzie terapeuta regresywny, doradca duchowy i pisarz w jednej osobie.
W wieku lat dziewiętnastu pewne doświadczenie z pogranicza życia i śmierci wywołało u niego szok, który obudził uśpione od dzieciństwa zdolności parapsychologiczne i skierował go na ścieżkę duchowego rozwoju. Od tego czasu Douglas dzieli się swą duchową wiedzą w założonej przez siebie „Ancient Mystery School” gdzie naucza oraz leczy terapią polegającą na wysyłaniu umysłu pacjenta w jego własną przeszłość, do dzieciństwa i jeszcze dalej, poza obecne życie.

wtorek, 17 czerwca 2014

Trogir wieczorową porą

Trogir wieczorem. Trogir in the evening.
Chętnie przeglądam cudze blogi w poszukiwaniu inspiracji podróżniczo – wakacyjnych i zawsze szczególną uwagę zwracam na zdjęcia. Nie, nie oceniam ich pod względem techniki, raczej staram się zauważyć punkt widzenia autora, jego emocje i wrażliwość. Oglądając w ten sposób zdjęcia można przez chwilę znaleźć się w tej jednej uchwyconej chwili w tamtym szczególnym miejscu.
Niestety większość ludzi uważa, że najlepszą porą do robienia zdjęć jest samo południe i najlepiej w pełnym słońcu. Jest to tak zwana „Fotografia wyżowa”, jak nazwał ją A. Mroczek w swej kultowej już książce „O fotografowaniu”. No cóż, sam też takie fotki robię zafałszowując nieco obraz rzeczywistości. Postanowiłem to zmienić w swoim przypadku, ale od następnej wycieczki, czy też podróży. Teraz jednak przeszukałem swoje dyski w poszukiwaniu zdjęć zrobionych wieczorem, w nocy, lub podczas deszczu. Na początek wybrałem kilkanaście fotek zrobionych o tak zwanej szarej godzinie, gdy nie jest jeszcze całkiem ciemno, ale już świecą się światła uliczne. Będą to fotki z Trogiru.

czwartek, 12 czerwca 2014

Chorwacka Salona jak z Age of Empires

Solin, Ruiny Rzymskiego miasta Salona - Chorwacja
Lubię dotykać historii, najlepiej dosłownie, własnoręcznie i najchętniej tej antycznej będącej kolebką naszej współczesnej cywilizacji. Oczywiście mam na myśli starożytną Grecję, Rzym, Aleksandrię i inne ośrodki cywilizacji przed nadejściem plagi chrześcijaństwa. Chodzenie po drogach, dotykanie kamieni wyślizganych przez tysiąclecia stopami podróżnych jest dla mnie czymś prawie magicznym. Jednym z miejsc gdzie faktycznie można dotykać starożytności są ruiny miasta Salona (Solin) w Chorwacji niedaleko Splitu. Byłem lekko zdziwiony, gdy okazało się, że wejście do nich jest bezpłatne i nikt niczego nie pilnuje (Może tylko mieliśmy szczęście lub weszliśmy od niewłaściwej strony?). W pobliżu stoją jakiś domostwa i zapewne tamtejsze dzieciaki wykorzystują ruiny, jak swój plac zabaw. Ja przynajmniej bym się tam bawił...

Nagość i erotyka w japońskiej fotografii

Fot. Sakiko Nomura "Nagi Czas" Manggha 2006
Nasze umysły są takie, jak otoczenie w którym żyjemy, jak ludzie z którymi się stykamy i jak obrazy na które patrzymy. Zawartość naszego umysłu jest częścią procesu zwanego w buddyzmie “Karmą”. To ona określa, jak postrzegamy świat i to ona prowokuje nas do takiego, a nie innego działania.

Miałem na tym blogu pisać o podróżach i ewentualnie o buddyzmie ale, że chwilowo nigdzie nie mogę się ruszyć tedy napiszę coś o fotografii w nieco buddyjskim i japońskim kontekście. Ten tekst publikowałem już kiedyś na blogu zniszczonym przez hakerów, ale myślę, że wart jest przypomnienia (ze względu na nazwiska artystów) pomimo tego, że kilka lat już upłynęło od jego powstania.
Przeglądając nieustannie różne blogi o tematyce fotograficznej natknąłem się kiedyś na zdjęcia japońskiego fotografika – Nobuyoshi Araki (Zdjęcia 1 Zdjęcia 2). Fotografie tego artysty przedstawiające nagie ludzkie ciało (Słynne są zwłaszcza związane kobiety) są na zachodzie uważane za kontrowersyjne i zbyt erotyczne, niektóre np. pochodzące z albumu „Tokyo Lucky Hole” przedstawiające życie Sinjuku, najsłynniejszej japońskiej dzielnicy czerwonych latarni uważane są wręcz za pornografię.
Te fotki przypomniały mi wystawę zdjęć – nomen omen – artystki również z kraju kwitnącej wiśni – Sakiko Nomura (Link do zdjęć) i jej “Nagi czas”, które miałem przyjemność podziwiać w 2006 roku w Galerii „Manggha” w Krakowie.

niedziela, 8 czerwca 2014

Tajemniczy Zamek Czocha

Zamek Czocha od frontu.
Będę piratem...
Choć może nie? Pobliskie stawiki nie łączą się z morzem, sprawdziłem to.
Już wiem, rycerzem! Będę ratował księżniczki przed strasznymi smokami. Lub lepiej smokiem, ludzie będą mi sami dostarczać piękne księżniczki. Albo najlepiej zostanę Indianą Jonesem, będę szukał skarbów w tajemniczych, zamkowych podziemiach.
Być może coś pokręciłem ze smokiem i księżniczkami, ale cała reszta należała kiedyś do sfery marzeń małych chłopców. Być może jest tak i dzisiaj, ale dzieciarnia ma teraz łatwiej. Wystarczy zalogować się do wirtualnego świata „Warcrafta”.
W każdym z nas zostaje jakaś cząstka dziecka, mniej lub bardziej ukryta. To ona pcha nas ku podróżom, przygodom, do poszukiwań „Świętego Graala”, do zachwycania się cudami natury, dziełami człowieka i samym drugim człowiekiem. Bez tej cząstki człowiek jest w zasadzie „Żywym trupem”. Moja cząstka przypomniała mi kiedyś dziecięce filmy w rodzaju „Wakacje z duchami” czy „Pan Samochodzik”. Czarno-białe, bardzo stare już w czasach mojego dzieciństwa, a teraz całkiem zapomniane i zachciało mi się zamieszkać na zamku, choćby na kilka dni...

czwartek, 29 maja 2014

Do Chorwacji samochodem

Za oknem pada deszcz. Siedzę w domu ze złamaną prawą ręką po nauce latania nad kierownicą roweru (Jak przyjemnie ciepły był wtedy asfalt) i nudzę się. Przez najbliższe cztery tygodnie nigdzie nie pojadę, za to mam dużo czasu na powolne stukanie paluszkiem lewej ręki po klawiaturze. Mam też okazję posprzątać trochę w swoich folderach ze zdjęciami. Wspomniałem już, że pada deszcz? To chyba przez niego porządkuję zdjęcia ze słonecznych miejsc, akurat jestem w Chorwacji. „Mały kraj na wielkie wakacje” tak się reklamuje i zgodnie z prawdą, jako całość wielki nie jest, ale ma imponującą linię brzegową, na której każdy może znaleźć kawałek prywatnego raju. Chorwacja jest jednym z najczęściej wybieranych przez Polaków wakacyjnych kierunków podróży. Stosunkowo blisko, spokojnie wręcz swojsko. Idealne miejsce dla ludzi, którzy wolą być samodzielni, lubią się przemieszczać, podziwiać piękne widoki, niekoniecznie tłoczyć z innymi na wrzaskliwej plaży, dla tych również, którzy cenią sobie spokój prywatnych kwater, czy możliwość zorganizowania praktycznie równocześnie morskich kąpieli w naprawdę czystej wodzie i górskich wycieczek. Ja dodatkowo cenię sobie tamtejsze drogi, najczęściej w bardzo dobrym stanie i puste poza, oczywiście Magistralą Adriatycką, piękną, ale dość tłoczną drogą widokową. Prosto mówiąc wspaniale się jeździ po tamtejszych drogach, zarówno krętych górskich odcinkach z przepięknymi widokami, jak i po równiutkich autostradach, zwłaszcza, że jak przystało na południowców, tamtejsza policja nie czepia się drobiazgów (po wejściu do UE pewnie się to zmieni).

piątek, 23 maja 2014

Kot ma wielkie oczy

Wiem, że ludzie na swych blogach piszą o różnych bzdetach, o pieskach, kotkach, rybkach… Tak, to określają ci, którzy sami żadnego zwierzątka nie mają. Gdy jednak jest się już „szczęśliwym” panem zwierzaka, to okazuje się, że taki zwierz potrafi być naprawdę interesujący, ba, wręcz hipnotycznie fascynujący. 


Nooo, może poza rybkami...


Jednak te KOOOTY! Są jak światy alternatywne, jak obiekty nie do końca istniejące w naszym kontinuum czasoprzestrzennym. Czasem naprawdę nie wiadomo, czy kot to zwierzę, czy stan umysłu (i czyjego umysłu).

Zainspirowany kocim blogiem kociki-abigail.blogspot.com pozwoliłem sobie napisać kilka słów o własnym Kocie. Piszę przez DUŻE „K”, bo Kot, to jego imię. Ma jeszcze kilka innych, ale uporczywie odmawia ich podania.

wtorek, 20 maja 2014

Podróż ku przebudzeniu

Zapewne niektórzy z was zastanawiają się dlaczego w tytuł bloga wpleciony jest Budda. Otóż interesuję się naukami buddyjskimi, ale nie w sensie religijnym, który pewnie przychodzi wam do głowy, ale w kontekście rozwoju osobistego. Zresztą buddyzm w swym sednie nie jest żadną religią, jedynie w państwach wschodu przybrał taką formę dla lepszego wpasowania się w ludzkie potrzeby. Czym, więc jest buddyzm? Jest naukami i metodami pracy z umysłem dla rozwoju tegoż umysłu i w celu osiągnięcia pewnych rezultatów – szczęścia, odwagi, miłości i w ostateczności oświecenia rozumianego między innymi, jako doświadczenia rzeczywistości poza wszelkimi podziałami. Na takim zwykłym, ludzkim poziomie buddyzm uczy, jak lepiej żyć i lepiej umierać. Oczywiście temat ten jest zbyt obszerny, jak na jeden wpis w blogu, sam Budda pozostawił po sobie osiemdziesiąt cztery tysiące nauk odpowiednich dla różnych rodzajów ludzi, trudno więc pisać ogólnie o wszystkim. Chciałbym jednak poruszyć temat podróży i ich wpływu na duchowy rozwój człowieka, bo takowy istnieje i w tym temacie odkrywcą żadnym nie jestem.

poniedziałek, 19 maja 2014

Zamek w Wiśniczu i Harry Potter

W planach była Bochnia i kopalnia soli, ale nasze zwykłe opieszałość sprawiło, że pojawiliśmy się w miasteczku nieco po czasie. Zazwyczaj nigdzie się nie spieszymy i tam, gdzie mamy ustalony termin pojawiamy się w ostatnim możliwym momencie, a tam gdzie nie musimy się spieszyć, wiadomo, o dowolnej porze. Najczęściej olewanie czasu wychodzi nam jednak na dobre, ma tą zaletę, że często jest już późno, czyli po zwyczajowych „ludzkich” porach zwiedzania, spacerów, spędów itp. Jest już pusto, spokojnie, trafiają się ładniejsze widoki, zachody słońca, przyjemniejsza atmosfera, nawet ciekawsi ludzie, jeśli już są w ogóle. Teraz też tak było. Kopalnia w zasadzie już nie przyjmowała zwiedzających, co więc teraz robić? No cóż, w pobliżu podobno jest jakiś zamek, gdzieś w Wiśniczu. Co prawda mieliśmy niejasną wizję jakiegoś drugiego Wawelu i kapci zakładanych ongiś w muzeach, ale co tam. Pojechaliśmy.
Zaparkowaliśmy pod samym zamkiem, w pobliżu bramy i tu pierwsze zdziwienie, oprócz naszego stały tam tylko dwa autka. 

piątek, 16 maja 2014

Wiosna, pałace i trochę kwiatków

Maj, jeśli tylko nie pada śnieg, jest naprawdę pięknym miesiącem w którym warto odwiedzać pewne konkretne miejsca wyglądające szczególnie pięknie o tej porze roku. Taki np. pałac w Pławniowicach znany też jako Pałac Ballestremów, jest właściwie Zespołem Pałacowo-Parkowym z końca XIX i prawdziwą wiosenną perełką. Latem już nie ma takich widoków. Gdzie to jest? Na północny zachód od Gliwic przy autostradzie A4 przy Kanale Gliwickim.

Drugim, nie mniej baśniowym miejscem jest pałac w Mosznej (Woj. Opolskie), który do 1945 roku był rezydencją śląskiego rodu przemysłowców Tiele-Wincklerów. Te dwa pałace można odwiedzić podczas jednej wycieczki, jadąc autostradą A4. Więcej zdjęć znajduje się w albumie.

Rycerze pod zamkiem Tenczyn

Nie wiem, czy też tak macie, ale ja, gdy tylko ruszę się z domu, to zawsze natknę się na coś ciekawego. Jednym z takich zdarzeń był wypad do zamku Tenczyn w Rudnie pod Krakowem (22 maj 2011). Wyjechaliśmy sobie ot tak, byle nie siedzieć w domu, obraliśmy kierunek na wschód i... przypomnieliśmy sobie o zamku w pobliżu którego nie byliśmy bardzo dawno. Trochę się zmieniło na zamku i w okolicy, przede wszystkim budowla jest w remoncie, a główna brama była zamknięta, ale za to przed nią wpadliśmy w jakieś wrota czasu prowadzące w zamierzchłe wieki. Znaleźliśmy się w środku bitwy. Zewsząd słychać było krzyki i szczęk białej broni, a co rusz do tego przeogromny huk wystrzałów broni czarnoprochowej. Okazało się, że trafiliśmy na II Rajd Toporczyków Tęczyńskich zwieńczony właśnie pokazem walk rycerskich w wykonaniu „Zakonu Sokoła”  i "Bractwa Rycerskiego zamku Będzin" Chłopaki i dziewczyny zrobili naprawdę niezłe przedstawienie, nie żałowali prochu i swych sił. Walka była przednia.

czwartek, 15 maja 2014

Rowerami z Tyńca do Krakowa

Zachciało nam się wycieczki rowerowej, takiej w nowym, ciekawszym miejscu niż te, w najbliższej  okolicy. W życiu tak bywa, że jeśli się wpada się na jakiś pomysł, to od razu pojawia się lawina różnych możliwości. „Nam wpadła” w oko Nadwiślańska Trasa Rowerowa (ostatnio mówi się, że kiedyś będzie od gór do morza...), a konkretnie odcinek z Tyńca do Krakowa. Pojechaliśmy w ciemno, nie sprawdzając niczego w necie, by nie psuć sobie przyjemności odkrywania (Ameryki). Jakieś pół godziny z hakiem wystarczyło na zamontowanie bagażnika dachowego i rowerków i ani się obejrzeliśmy, jak zrobiło się późne popołudnie, no ale Kraków to tylko 60 km drogi... Dojechaliśmy koło 18.00 Oczywiście o tej porze miejsc do parkowania było pod dostatkiem i to praktycznie pod samym klasztorem w Tyńcu. Zrobiliśmy mały postój na dziedzińcu klasztoru, o tej porze było tam niezwykle spokojnie, a wyczuwalne wieki historii stworzyły wręcz nostalgiczny nastrój.

Konoba Albert. Rajskie wakacje na Korczuli

Wpis ten jest właściwie podziękowaniem dla Państwa Marelić z Zavalaticy na wyspie Korczula u których byliśmy w wakacyjnej gościnie w 2012 roku. Bardzo miła rodzina prowadzi Konobę „Albert” oraz wynajmuje kwatery dla turystów. Nam bardzo spodobały się owe kwatery w domu zbudowanym na klifie i w zasadzie wbudowanym w skałę dzięki czemu w pokojach był całkiem przyjemny chłodek. Ale nie chłodek był najważniejszy, tylko wspaniałe widoki na morze i własna, skalista, co prawda plaża pod domem. Wieczorkiem natomiast można było przejść się po schodach na górę i zamówić pyszną rybkę z grill plus jakieś piwo lub lokalne winko (często był to poczęstunek od gospodarzy) Bardzo miło wspominamy cały pobyt na Korczuli, codzienne wycieczki na coraz to inne plaże, rajdy gruntowymi drogami, tak wąskimi, że wyminąć się nie sposób, nurkowanie w przejrzystej wodzie i spacery po dzikich zakamarkach miasteczek.
Jeśli ktoś będzie zainteresowany pobytem, to apartamenty można znaleźć na Adriatic.hr Można pisać na: albert.marelic@du.t-com.hr lub dzwonić: ++385 (020) 834068 Adres: Čara Zavlatica, 20273 Čara.

Góry Sowie, zamki i tajemnice III Rzeszy

Owiane tajemnicą podziemne kompleksy budowli z czasów II Wojny Światowej znane pod kryptonimem “Riese”, wspaniałe zamki i ruiny, piękne widoki i puste drogi pełne serpentyn, to pnących się pod górę, to znowu ostro spadających w dół. Góry Sowie, to niezwykłe miejsce.

Jedną z zalet regionu w którym mieszkam jest dobre skomunikowanie z interesującymi mnie miejscami. Na przykład w kierunku zachodnim mam piękną i tania autostradę, a właśnie tam znajduje kraina zwana Dolnym Śląskiem tak bardzo różna od swojsko – polskich miejsc. Dolny Śląsk jest idealnym miejscem dla wszystkich dużych chłopców (i dziewczynek również), którzy lubią zamki, lochy, podziemne fabryki i inne tajemnicze miejsca. Jedne z bardziej znanych wiążą się z II Wojną Światową i III Rzeszą, są to owiane tajemnicą podziemne kompleksy budowli znane pod kryptonimem “Riese”, jest też zamek Książ oraz wspaniałe, kręte i puste drogi prowadzące przez Góry Sowie. Mnie od tego raju dzieli jakieś marne dwieście kilometrów, które autostradą można pokonać naprawdę bardzo szybki, ale nie napiszę jak szybko, bo nie żyjemy w wolnym kraju.

środa, 14 maja 2014

Coś na początek

Zastanawiałem się od czego zacząć ten pierwszy wpis, ale że nic sensownego nie przyszło mi do głowy, tedy zacznę, tak, po prostu... Miałem już bloga (okobuddy.arwen.pl) niestety z przyczyn technicznych padł i już nie powstał. Miałem też kilka innych projektów związanych głównie z fotografią, grafiką i również z buddyzmem, którym się interesuję. Na szczęście świat się zmienia, jak napisałem w tekście „O mnie” i te dzisiaj żenujące twory odeszły w niebyt. Zostało kilka grafik na http://www.shutterstock.com/g/chrisx ale tam też od dawna nic nie dodałem.
Dobrze, o czym to ja chciałem? Już wiem!
W tytule bloga znalazły się podróże i fotografia, ale oczywiście pod pojęciem podróże kryją się również zwykłe wycieczki, choćby takie na rowerze po najbliższej okolicy. Fotki będą również, choć geniuszem fotografii nie jestem, ale myślę, że nie powinny obrastać cyfrowym kurzem gdzieś na kartach pamięci. Moje fotki można kopiować i wykorzystywać w dowolnym (ale etycznym) celu, proszę tylko o powiadomienie mnie o tym, link byłby miłym gestem, ale nie wymagam takich poświęceń, bo rozumiem, że nie zawsze jest to możliwe z różnych względów.
Jak już pisałem lubię się przemieszczać, lubię podróże i wycieczki. Mam też samochód i nie waham się go użyć... Kota też mam, czarnego.
Kot o imieniu... Kot. 
Fotograficzne plony z wojaży mam już dość obfite, część z nich była udostępniona na starym blogu i myślę, że ten zacznę od małej retrospekcji. Później będzie już na bieżąco. Mam zamiar pisać też o interesujących mnie tematach, czyli trochę o buddyzmie, szeroko rozumianej sztuce, książkach i innych aktualnie zajmujących mnie tematach. Wybaczcie tylko, jeśli czasem będzie wyglądało to, jakbym pisał po kilku piwach, bo może faktycznie tak będzie  (potem będę przepraszał i kasował post :)) Wybaczcie również, że nie jestem zbyt systematyczny, ale postaram się.
Dla wszystkich ciekawskich – moje miejsce pracy, tzn tworzenia tego bloga.


Moje miejsce tzw. "pracy"